Była punktualnie 6.00. Stanąłem pod drzwiami i usłyszałem: – Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego, proszę otwierać. Początkowo było ich ośmiu. Poinformowali mnie, że jestem zatrzymany pod zarzutem ujawnienia Aneksu do Raportu Komisji Weryfikacyjnej WSI. Poprosili, bym nie utrudniał czynności. Nie utrudniałem. Poprosili, bym nie oddalał się od wskazanego funkcjonariusza. Nie oddalałem się. Absurdalność sytuacji mogłaby nawet być śmieszną, gdyby nie była groźną i tragiczną zarazem. Są sytuacje, w których człowiek zatraca poczucie rzeczywistości. To była jedna z takich sytuacji

 

Oskarżony

Naszli mnie rano w łóżku – sądząc z tego, co powiedział pan sędzia śledczy, nie jest wykluczone, że miano rozkaz aresztować jakiegoś malarza pokojowego, który równie jak i ja jest niewinny, dość, że wybrano mnie. Dwóch ordynarnych strażników zajęło sąsiedni pokój. Nawet gdybym był niebezpiecznym bandytą, nie można było wykazać większej ostrożności. Niełatwo było zachować zimną krew, ale udało mi się to mimo wszystko i zapytałem nadzorcę z całkowitym spokojem – gdyby tu był, musiałby to potwierdzić – dlaczego jestem aresztowany. Ale cóż mi odpowiedział ten nadzorca? W samej rzeczy nic mi nie odpowiedział, może naprawdę nic nie wiedział, zaaresztował mnie i był zadowolony.  Franz Kafka Proces

16.12.2015

Wojciech Sumliński po długim procesie został uniewinniony ws. tzw. „afery marszałkowej”. Za winnego uznany został płk. Aleksander Lichocki, którego sąd skazał na 4 lata więzienia.

W odniesieniu do zeznań świadka oskarżenia Leszka Tobiasza Sąd wskazał, że w zmienności jego zeznań nie ma rzeczy przypadkowych czy chaotycznych. Można wskazywać jakichś cel tych działań. Świadek Tobiasz nie uniknął stwierdzeń logicznie sprzecznych. Twierdził, że chce poinformować o zaistnieniu podejrzenia przestępstwa szefa SKW Antoniego Macierewicza, ale obawia się z nim umawiać w siedzibie SKW. Jednak, gdy stawił się w siedzibie SKW, nawet półgębkiem nie wspomniał o zaistnieniu płatnej protekcji. Zamiast tego wskazał, że bliżej nieokreślona osoba z otoczenia Antoniego Macierewicza zażywa środki psychotropowe i nie powinna mieć dostępu do tajnych dokumentów. Wskazywał na wycieki z Komisji Weryfikacyjnej, a podtekście chodziło o sprawę „Anioła” (abp Petza), w którą był osobiści zaangażowany.

 

Sąd uznał, że kompletnie nielogiczne i pozbawione sensu było wskazanie Leszka Tobiasza, jako pośrednika pomiędzy Komisją Weryfikacyjną i oskarżonymi w sprawie.

 

Sąd odniósł się do niejasnej roli Bronisława Komorowskiego, Krszystofa Bondaryka i Pawła Grasia.

 

Trzeba dostrzec pewną szczególna otoczkę niniejszej sprawy. Ta sprawa od początku pozostawała w szczególnym zainteresowaniu ówczesnego marszałka Sejmu pana Bronisława Komorowskiego, a później szefa Komisji ds. Specjalnych Pawła Grasia oraz szefa ABW Krzysztofa Bondaryka. Z marszałkiem Komorowskim tuz przed wszczęciem śledztwa w niniejszej sprawie spotykał się oskarżony Aleksander Lichocki oraz Leszek Tobiasz. Na potkaniu, które bezpośrednio poprzedzało złożenie zawiadomienia o podejrzeniu przestępstwa byli również obecni szef ABW Krzysztof Bondaryk oraz Paweł Graś. Niezrozumiałym jest brak obecności funkcjonariuszy ABW operacyjnych jak i z pionu śledczego, którzy byli przecież na miejscu zdarzenia. Pan Bondaryk zeznał, że trzech funkcjonariuszy – jednego z pionu śledczego i dwóch operacyjnych, specjalnie na to spotkanie zabrał. Nie potrafię uzasadnić dlaczego oni (funkcjonariusze) nie weszli do gabinetu. To oni, a nie szef służby winni być niepolitycznymi specjalistami, którzy winni prowadzić sprawę w charakterze operacyjnym jak i śledczym. To nie szef służby jest od tego, żeby prowadzić postępowania i uczestniczyć w takich spotkaniach. Nie da się logicznie uzasadnić, dlaczego funkcjonariusze, którzy czekali w samochodzie pod gabinetem Bronisława Komorowskiego nie weszli i czekali na zewnątrz. Nie da się też logicznie wytłumaczyć dlaczego Leszek Tobiasz pojechał samochodem z Krzysztofem Bondarykiem złożyć zawiadomienie, a nie z funkcjonariuszami. Niewiarygodne jest stwierdzenie Bondaryka, że Tobiaszowi byłoby za ciasno w normalnym pięcioosobowym samochodzie.

 

W odniesieniu do wymiaru kary oskarżonego Aleksandra Lichockiego.

 

Sąd wskazał, że od oficera, który pobiera wysokie świadczenia ze skarbu państwa należy oczekiwać zachowania godnego oficera WP. Pan Lichocki nie powinien być traktowana jako osoba prywatna. Czyn oskarżonego jest nie dość, że haniebny to jeszcze zagrażający bezpieczeństwu kraju. Mógł zdestabilizować i pewnie zdestabilizował działalność instytucji państwowej. Działania oskarżonego naraziły na szwank dobre imię instytucji państwowej – KOMISJI Weryfikacyjnej ds. WSI, a w ten sposób pośrednio również bezpieczeństwo państwa, zaufanie do tej instytucji oraz jej autorytet.

——————————————

OTO szczegółowa relacja ANDERA(blogera, który był na wszystkich procesach omawianej sprawy i wszystkie szczegółowo opisał)

W dniu dzisiejszym, 16 grudnia 2015 r., Sąd, któremu przewodniczył sędzia Stanisław Zdun, wydał wyrok w procesie, w którym Prokuratura, powołując się na art.230 par.1 kodeksu karnego, oskarżyła dziennikarza śledczego Wojciecha Sumlińskiego oraz byłego wysokiego funkcjonariusza kontrwywiadu PRL, płk. Aleksandra Lichockiego, o rzekomą płatną protekcję podczas weryfikacji żołnierzy WSI, prowadzonej przez Komisję Weryfikacyjną pod przewodnictwem Antoniego Macierewicza. Oskarżeni byli oni o to, że w okresie od grudnia 2007 r. (daty bliżej nieokreślonej), do dnia 25 stycznia 2008 r., w Warszawie, działając wspólnie i w porozumieniu, powołując się na wpływy w Komisji Weryfikacyjnej ds WSI, podjęli się pośrednictwa w załatwieniu pozytywnej weryfikacji oficera byłego WSI, płk. Leszka Tobiasza, w zamian za udzielenie korzyści majątkowej w kwocie 200 tys. zł. Zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa złożył płk. Leszek Tobiasz. Na ławie oskarżonych był obecny Aleksander Lichocki – Wojciech Sumliński nie przybył na ogłoszenie wyroku, reprezentowała go Pani mecenas Konstancja Puławska. Pierwsza rozprawa procesu odbyła się w dn. 20 lipca 2011 r. – proces więc trwał ponad 5 lat, w czasie których odbyło się 50 rozpraw.

Sąd uniewinnił Wojciecha Sumlińskiego od zarzucanego mu czynu.

Jednocześnie Sąd uznał Aleksandra Lichockiego winnym i skazał go na 4 lata pozbawienia wolności, karę grzywny w wysokości prawie 55 tys.zł, poniesienie połowy kosztów sądowych w kwocie ponad 35 tys. zł oraz zakazał mu opuszczania kraju. Sąd zaliczył Aleksandrowi Lichockiemu na poczet kary jego pobyty w areszcie w dn. 13.05.2008 – 15.05.2008 oraz 10.07.2008 – 18.12.2008. Tym razem w swojej relacji podaję jego pełne imię i nazwisko, ponieważ Sąd zezwolił w dniu dzisiejszym na podanie tych danych oraz ujawnienie jego wizerunku. Przypominam jeszcze, że Prokuratura wnioskowała o 2 lata w zawieszeniu na 5 lat oraz karę grzywny.

 

Uzasadniając wyrok Sądu, sędzia Stanisław Zdun zwrócił uwagę, że celem postępowania karnego i sądowego jest stwierdzenie, czy oskarżony dopuścił się zarzucanych mu w akcie oskarżenia czynów, natomiast obowiązkiem Sądu jest m.in. weryfikacja jego linii obrony. Podkreślił także wagę stawianych przez Prokuraturę zarzutów, ponieważ gdyby istniała możliwość pozytywnej weryfikacji oficerów WSI w zamian za pieniądze, prowadziłoby to do podważenia wiarygodności i autorytetu instytucji państwowej, jaką była Komisja Weryfikacyjna, jak również byłoby wręcz groźne dla sfery bezpieczeństwa państwa, poprzez dezorganizowanie i dezawuowanie działań tej instytucji.

 

Sędzia Stanisław Zdun wytknął Prokuraturze bardzo istotne błędy podczas postępowania przygotowawczego, które mogły mieć duży wpływ na to postępowanie, w tym czterokrotne przesłuchiwanie płk. Leszka Tobiasza w kilkumiesięcznych odstępach, a za zupełnie niezrozumiałe uznał przyznanie płk. Leszkowi Tobiaszowi statusu pokrzywdzonego na etapie tego postępowania, ponieważ miał on w ten sposób możliwość dostępu do akt sprawy. Zauważył, że z treści zarejestrowanych rozmów pomiędzy płk. Leszkiem Tobiaszem i Aleksandrem Lichockim jasno wynika, że namawiał on Aleksandra Lichockiego do popełnienia przestępstwa. Gdyby w związku z tym postawiono mu zarzuty, mogłoby to mieć wpływ na treść jego zeznań i wyjaśnień. Ponieważ nie wszystko mogło zostać naprawione podczas postępowania sądowego, jedyne co mógł zrobić Sąd, to odmówić płk. Leszkowi Tobiaszowi udziału w postępowaniu sądowym w charakterze oskarżyciela posiłkowego, co uczynił na pierwszej rozprawie.

 

Przechodząc do oceny materiału dowodowego, sędzia stwierdził, że dowody sprawstwa Aleksandra Lichockiego są oczywiste i niepodważalne – oprócz jego przyznania się, są nimi rozmowy zarejestrowane przez płk. Leszka Tobiasza z Aleksandrem Lichockim, poddane ocenie biegłych i uznane za autentyczne, z których wprost wynika, że Aleksander Lichocki dopuścił się zarzucanego mu czynu. Zupełnie inaczej wygląda sytuacja dowodowa z oskarżonym Wojciechem Sumlińskim, ponieważ w jego przypadku nie ma żadnego niepodważalnego, materialnego dowodu, aby spotykał się on z płk. Leszkiem Tobiaszem. Dziennikarza obciążają zeznania właśnie płk. Leszka Tobiasza i wyjaśnienia współoskarżonego Aleksandra Lichockiego, a istotną poszlaką w tej sprawie są nagrania rozmów płk. Leszka Tobiasza z Leszkiem Pietrzakiem, członkiem Komisji Weryfikacyjnej, która to poszlaka nie mogła umknąć ocenie Sądu – w związku z tym kluczowa w tej sprawie była analiza ww dowodów osobowych i szczegółowe zapoznanie się z treścią rozmów pomiędzy płk. Leszkiem Tobiaszem a Leszkiem Pietrzakiem, włącznie z umożliwieniem odniesienia się Leszka Pietrzaka do treści tych rozmów, co miało miejsce podczas kilku rozpraw tego procesu.

 

Odnosząc się do zeznań Leszka Tobiasza, Sąd wskazał na jego doświadczenie życiowe jako od kilkudziesięciu lat żołnierza najpierw WSW, a następnie WSI. Jego wiedza o pracy operacyjnej i jej unormowaniach była znacznie większa, niż przeciętnego obywatela, a mimo to podjął się on przeprowadzenia nielegalnej, prywatnej sprawy operacyjnej, poza jakimikolwiek procedurami, nie unikając przy tym podżegania do przestępstwa. Zadziwiające jest, zdaniem Sądu, że mimo tego doświadczenia, zarejestrował on nagrania tylko niektórych swoich spotkań z Leszkiem Pietrzakiem, lub, co jest bardzo prawdopodobne, tylko niektóre z nich ujawnił – te, pasujące do jego zamierzeń. Jego zeznania w tym zakresie są bardzo niewiarygodne. Nie nagrał też żadnego spotkania z Wojciechem Sumlińskim, choć z drugiej strony nie zawahał się nagrać swojego spotkania z Antonim Macierewiczem w siedzibie SKW. Nasuwa to wielkie wątpliwości co do intencji płk. Leszka Tobiasza i jego prawdomówności. Sąd wskazał również na nieprzypadkową zmienność jego kolejnych zeznań, które jakby podążają za tokiem sprawy – stopniowo ulega w nich np. uszczegółowienie osoby Wojciecha Sumlińskiego. Nie uniknął on w nich też wewnętrznie sprzecznych twierdzeń, m.in. dotyczących kwestii poinformowania Antoniego Macierewicza o możliwości płatnej protekcji, o której, mimo doprowadzenia do spotkania się z nim, ostatecznie nawet nie wspomniał, choć poruszał podczas tej rozmowy inne ważne sprawy, jak np. wyciek informacji z prac Komisji Weryfikacyjnej dotyczących sprawy „Anioł”.

 

W opinii sędziego, nielogiczne byłoby także korzystanie przez Leszka Pietrzaka, członka skorumpowanej, zdaniem Leszka Tobiasza, Komisji Weryfikacyjnej, z dwóch pośredników – Aleksandra Lichockiego i Wojciecha Sumlińskiego – a jednocześnie osobiste wielokrotne spotykanie się z płk. Leszkiem Tobiaszem i przeprowadzanie z nim rozmów o weryfikacji.

„Nie po to osoba skorumpowana korzysta z pomocy pośredników, żeby się ujawnić” – trafnie zauważył sędzia Stanisław Zdun.

 

Nielogiczne jest również to, że członkowie Komisji Weryfikacyjnej, skorumpowani zdaniem płk. Tobiasza, mieliby tak długo dawać się zwodzić, ryzykując ujawnienie faktu korupcji – spotkania Leszka Pietrzaka z płk. Leszkiem Tobiaszem trwały prawie półtora roku. Nielogicznym było również informowanie przez pośrednika, Aleksandra Lichockiego, o wszystkich osobach biorących udział w tej rzekomej korupcji.

 

Sąd stwierdził, że nie wie, jakimi motywami kierował się Leszek Pietrzak, podejmując bez poinformowania swoich przełożonych rozmowy z płk. Leszkiem Tobiaszem, jednak analiza treści tych rozmów wskazuje, że każdy z rozmówców chciał uzyskać coś innego – Leszek Pietrzak chciał uzyskać informacje o rzeczywistym sposobie działania WSI, jak choćby w sprawie „Anioł”, natomiast płk. Leszek Tobiasz składał Leszkowi Pietrzakowi różnego rodzaju propozycje pomocy lub wprost korzyści majątkowej. Leszek Pietrzak jednak nie podejmował rozmowy o tych propozycjach – tak, jakby w ogóle ich nie słyszał. Zdaniem Sądu, istotne są w tym przypadku cel i sposób prowadzenia tych rozmów.

 

Sędzia zwrócił również uwagę, że początkowo płk. Leszek Tobiasz, składając swoje zeznania, starał się pominąć szereg istotnych okoliczności dotyczących zainicjowania tej sprawy, w tym spotkania z Bronisławem Komorowskim, a także z innymi osobami, jak Paweł Graś czy Krzysztof Bondaryk. Zauważył również, że płk. Leszek Tobiasz był wcześniej karany za przekroczenie uprawnień podczas swojej pracy w WSI, co nie jest obojętne dla oceny jego wiarygodności jako świadka. Biorąc to wszystko pod uwagę sędzia Stanisław Zdun stwierdził, że zeznania płk. Leszka Tobiasza należało uznać za niewiarygodne i nie można było na nich opierać ustalenia stanu faktycznego.

 

Następnie Sąd poddał ocenie zeznania Aleksandra Lichockiego, które również uznał na nieszczere i niewiarygodne. Zwrócił uwagę, że wiedział on o toczącym się przeciwko niemu postępowaniu Prokuratury już zimą 2008 r., a mimo tego spotykał się i z płk. Leszkiem Tobiaszem, i z Wojciechem Sumlińskim, a kumulacją tych spotkań jest zaaranżowanie przez niego spotkania Wojciecha Sumlińskiego z Leszkiem Tobiaszem w Zaborku, które zresztą również nie zostało przez płk. Tobiasza zarejestrowane. Niejasne pozostają powiązania Aleksandra Lichockiego z płk. Leszkiem Tobiaszem i nie wiadomo, jakie motywy kierowały Aleksandrem Lichockim, który z nim współdziałał. Zdaniem Sądu, na podstawie całości materiału dowodowego można jednak przyjąć z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością, że Aleksander Lichocki padł ofiarą prowokacji płk. Leszka Tobiasza z powodu swojej trudnej sytuacji finansowej, spowodowanej chorobą żony, a z kolei płk. Leszka Tobiasza wcale nie interesowała weryfikacja, a nagranie rozmowy z Aleksandrem Lichockim i dalszy rozwój tej sprawy.

 

Odnosząc się do zeznań Wojciecha Sumlińskiego, a także Leszka Pietrzaka, Sąd zauważył, że nie przyznali się oni do zarzucanego im przez płk. Leszka Tobiasza przestępstwa rzekomej korupcji, ani nie dali ku temu żadnych dowodów sprawstwa w tym zakresie. W przeciwieństwie do wyjaśnień oskarżonego Lichockiego czy zeznań Tobiasza, wyjaśnienia Wojciecha Sumlińskiego są w pewnym stopniu chaotyczne – zachowuje się on tak, jakby próbował znaleźć swoją linię obrony. Sędzia zwrócił także uwagę na tło tej sprawy oraz szczególne zainteresowanie nią ówczesnego marszałka Sejmu, Bronisława Komorowskiego, a także szefa komisji ds służb specjalnych, Pawła Grasia, i szefa ABW, Krzysztofa Bondaryka. Z marszałkiem Komorowskim spotykali się kilkukrotnie tak Aleksander Lichocki, jak Leszek Tobiasz. Zdaniem Sądu niezrozumiały jest również brak obecności funkcjonariuszy ABW na spotkaniu w biurze Bronisława Komorowskiego, mimo, że przyjechali oni razem z szefem ABW i czekali pod biurem w samochodzie – to nie szef służby jest od tego, aby uczestniczyć w takim spotkaniu, bo to nie on powinien prowadzić czynności operacyjne czy śledcze, brak w tym jest logiki. Sędzia Stanisław Zdun wykluczył także współdziałanie Wojciecha Sumlińskiego z Aleksandrem Lichockim w przedmiotowej sprawie.

 

Odnośnie kary Sąd uznał, że od oficera Wojska Polskiego, Aleksandra Lichockiego, pobierającego na dodatek wysokie świadczenia związane z jego służbą w WSW, należy oczekiwać wysokich standardów i godnego zachowania – a jego czyn był haniebny, i na dodatek zagrażający bezpieczeństwu kraju, ponieważ mógł zdestabilizować działalność instytucji państwowej. Działania oskarżonego naraziły na szwank dobre imię Komisji Weryfikacyjnej WSI, a także zaufanie do niej i jej autorytet, i mimo okoliczności łagodzących, o których była wcześniej mowa, Sąd postanowił mu wymierzyć karę w połowie ustawowego zagrożenia, czyli 4 lat pozbawienia wolności oraz kary wspomniane kary finansowe. Sąd poinformował także Aleksandra Lichockiego, że wyrok jest nieprawomocny i może złożyć od niego w określonym terminie apelację oraz zastosował wobec niego środek zapobiegawczy w postaci zakazu opuszczania kraju, połączony z zatrzymaniem paszportu, ponieważ w związku z wysokością orzeczonej kary istnieje uzasadniona obawa ucieczki oskarżonego.

 

Po ogłoszeniu wyroku Sądu wobec Aleksandra Lichockiego publiczoność zareagowała brawami.

 

Ogłoszenie wyroku Sądu wysłuchało ok. 40 – 50 osób publiczności. Rozprawę rejestrowali, za zgodą Sądu, przedstawiciele następujących mediów: Pan Grzegorz Kutermankiewicz z Solidarni2010/KSD, Pan Janusz Gajewski z KSD, Pan Krzysztof Karnkowski z SDP, ekipa TV Republika oraz inni dziennikarze i reporterzy, którzy w większości do tej pory na rozprawach raczej się nie pojawiali, m.in. z TVP, PAP oraz IAR. Na sali był za to jak zwykle obecny obserwator z ramienia CMWP SDP, Pan Piotr Wolniewicz.

 

(….)

Na koniec chciałbym bardzo podziękować wszystkim Czytelnikom i Komentatorom moich relacji z procesu Wojciecha Sumlińskiego – uważam, że dołożyliście Państwo swoją bardzo ważną cegiełkę do tego, że sprawa ta zakończyła się właśnie takim, a nie innym wyrokiem.

 

relację przygotował bloger ander

 

————————————————————

 

 
Przypominamy mowy końcowe stron procesu:

oraz niezapomniane przesłuchanie świadka Bronisława Komorowskiego