Relacja z kolejnej rozprawy w procesie Wojciecha Sumlińskiego

Przedstawiam Państwu kolejną relację z procesu, w którym Prokuratura, powołując się na art.230 par.1 kodeksu karnego, oskarża dziennikarza śledczego Wojciecha Sumlińskiego oraz byłego wysokiego funkcjonariusza kontrwywiadu PRL, płk. Aleksandra L., o rzekomą płatną protekcję podczas weryfikacji żołnierzy WSI, prowadzonej przez komisję pod przewodnictwem Antoniego Macierewicza. Rozprawie przewodniczył sędzia Stanisław Zdun, na rozprawie stawił się świadek, wezwany przez Wojciecha Sumlińskiego, dziennikarz Michał Majewski.

Na pytanie Sądu, czy wie, w jakiej sprawie został wezwany, Michał Majewski odpowiedział, że się domyśla, ale ma o niej tylko ogólną wiedzę. Pierwsze pytanie zadał obrońca Wojciecha Sumlińskiego, mecenas Waldemar Puławski, który zapytał, czy świadek ma jakąś wiedzę o płaceniu za Raport. W odpowiedzi Michał Majewski opowiedział o sytuacji z 2008 r., kiedy to do redakcji „Dziennika” zgłosił się Aleksander L. i zaproponował, że może załatwić zdobycie Aneksu do Raportu z Likwidacji WSI. Po pewnym czasie Aleksander L. zaczął się z tego wycofywać, sprawa się rozmyła, ale powróciła po sygnale od Janusza Zemke, szefa Komisji ds Służb Specjalnych, że Aleskander L. składał podobną propozycję jego znajomemu. Był też inny sygnał, że Aleksander L. składał taką propozycję jednemu z przedsiębiorców, ale dotyczącą samego Raportu. Doszło do spotkania z Aleksandrem L., który jednak kręcił i przedstawiał niespójne wersje, mówiąc, że tak naprawdę to słyszał o tej historii na mieście. Chwalił się za to swoimi znajomościami z biznesmenami oraz dziennikarzami, w tym z Wojciechem Sumlińskim, z którym, wg świadka miał mieć zażyłe, przyjacielskie relacje. W kwietniu 2008 r. ukazał się na ten temat artykuł w „Dzienniku”, w którym została opisana ta historia z Aleksandrem L., nie przesądzając, czy miał realne możliwości zdobycia Aneksu, czy też był prowokatorem.

Mecenas Puławski zapytał świadka, czy w czasie rozmów z Aleksandrem L. padały jakieś kwoty pieniężne - Michał Majewski odparł, że on się nie spotkał z praktyką, aby płacić za zdobywanie takich dokumentów, natomiast w relacji biznesmena, przywołanej w artykule, była mowa o kwocie 250 tys. zł. Podczas rozmów dziennikarzy z Aleksandrem L. nie było o tym mowy. W odpowiedzi na kolejne pytanie mecenasa Puławskiego, czy w późniejszym czasie ktoś pokazywał świadkowi fragmenty Raportu z WSI, Michał Majewski stwierdził, że jeśli chodzi o Raport, to był przeciek, takie informacje zaprezentował w swoim programie „30 minut” Wojciech Sumliński, dotyczyły one wpływu WSI na telewizję publiczną. Świadek dodał, że na krótko wcześniej widział się z Wojciechem Sumlińskim w okolicach siedziby TVP przy placu Powstańców, na ul. Świętokrzyskiej, ale nie pamięta, czy Wojciech Sumliński coś mu wtedy też pokazywał. Waldemar Puławski zapytał, czy to był jakiś oficjalnie opublikowany fragment - świadek wyjaśnił, ze to był jedyny realny fragment z Raportu przed opublikowaniem, co świadczyło o tym, że Wojciech Sumliński ma dojście do Raportu. Mecenas Puławski chciał się dowiedzieć od świadka, kiedy stracił zainteresowanie Raportem z WSI - Michał Majewski odparł, że zainteresowania nie stracił do tej pory, bo Aneks nie został opublikowany, a w zeszłym roku był jednym z autorów publikacji na ten temat w tygodniku „Wprost”. Michał Majewski, wracając do publikacji w „Dzienniku” w 2008 r. dodał, że przed publikacją tamtego artykułu, dziennikarze rozmawiali z Aleksandrem L., jak również z Wojciechem Sumlińskim, ponieważ Aleksander L. powoływał się na znajomość z nim, jednak nazwisko Sumlińskiego nie pada w tym tekście. Po publikacji artykułu w 2008 r. świadek nie miał już okazji do rozmowy ani z Aleksandrem L., ani z Wojciechem Sumlińskim. Michał Majewski opowiedział również o opublikowaniu w zeszłym roku materiału we „Wprost” , który był dokumentem wyjściowym do opracowania Aneksu. Tekst ten pokazywał, że od lat materiały te były poza kontrolą i znajdowały się u osób, które nie powinny mieć dostępu do tych dokumentów.

Po tych słowach świadka Wojciech Sumliński poprosił o jego zaprzysiężenie, a następnie zapytał go, czy są kolegami, czy przeciwnie - Michał Majewski odpowiedział „rozmawialiśmy 2 - 3 razy w życiu”. Wojciech Sumliński chciał się następnie dowiedzieć od świadka, czy dziennikarzem, do którego zgłosił się w 2008 r. była Anna Marszałek - świadek potwierdził, dodając, że potem spotykali się z Aleksandrem L. także w towarzystwie innego dziennikarza ze swojej redakcji, Pawła Reszki. Anna Marszałek była w tamtym czasie znanym i utytułowanym dziennikarzem śledczym, choć świadek nie potrafił sobie przypomnieć jej sztandarowych artykułów. Wojciech Sumliński zapytał, czy świadek wie o tym, że Aleksander L. przyznał, że od jesieni 2007 r. miał świadomość toczącego się w stosunku do niego postępowania karnego - świadek odparł, że nie przypomina sobie tego. Zapytany przez Wojciecha Sumlińskiego o ocenę faktu, że Aleksander L. przyszedł do Anny Marszałek, świadek odparł, że nie chce tego oceniać. Wojciech Sumliński zapytał świadka, jak w takim razie dziennikarze komentowali między sobą sytuację, że Aleksander L. przyszedł do redakcji „Dziennika” donieść na samego siebie - Michał Majewski odpowiedział, że nie wie, dlaczego Aleksander L. do nich przyszedł, ale, jego zdaniem, Wojciech Sumliński nie wykazywał należytego dystansu do Aleksandra L., doświadczenie dziennikarskie powinno mu podpowiadać, aby taki dystans zachować.

Na pytanie Wojciecha Sumlińskiego, ile razy spotkał się z Aleksandrem L., świadek odparł, że chyba 2 razy. Świadek potwierdził, że Wojciech Sumliński nie brał udziału w tych spotkaniach z Aleksandrem L. Odpowiadając na pytanie Sądu, czy świadek spotykał się Wojciechem Sumlińskim osobno, Michał Majewski wyjaśnił, że pamięta rozmowę telefoniczną, którą z nim odbył, a w której to miał się on przyznawać do tego, że jego relacje z Aleksandrem L. były zbyt bliskie i zbyt zażyłe.

Na te słowa emocjonalnie zareagował Wojciech Sumliński, który poprosił Sąd, aby mógł złożyć oświadczenie, lecz po kilku słowach, w których zarzucił Michałowi Majewskiemu bezczelne kłamstwo, Sąd przerwał wygłaszanie tego oświadczenia i pouczył Wojciecha Sumlińskiego, że wyrażanie się pejoratywne o świadku na sali sądowej może skutkować karą grzywny lub nawet pozbawienia wolności. Wojciech Sumliński przeprosił Sąd za swoje wzburzenie i oświadczył, że do tej pory rozmawiał z Michałem Majewskim jeden jedyny raz w życiu, w styczniu 2007 r., po emisji jego reportażu o WSI, gdzie pokazał WSI jako organizację przestępczą - i nigdy nie rozmawiał z nim przez telefon. Michał Majewski wystąpił w roli adwokata tych osób, atakując go za ten materiał, że był nieuczciwy, nierzetelny i nieprawdziwy - i napisał taki tekst w „Dzienniku”, który to tekst Wojciech Sumliński zobowiązał się dostarczyć na następną rozprawę. Wojciech Sumliński oświadczył również, że nigdy więcej ze świadkiem nie rozmawiał, w tym w kwietniu 2008 r., ani nikim innym z „Dziennika”, czyli ani z Anną Marszałek, ani z Pawłem Reszką. Z Anną Marszałek rozmawiał dopiero po swoim zatrzymaniu, kiedy naciskała na rozmowę, mimo, że ona była świadkiem, a on oskarżonym, a on uważał, że nie powinni rozmawiać. Wojciech Sumliński stwierdził, jak to ujął, „z całą mocą”, że jeśli Anna Marszałek czy Paweł Reszka przedstawią jakiekolwiek dowody, że rozmawiali z nim w kwietniu 2008 r., to on poprosi Sąd, aby uznał go za kłamcę, bowiem on twierdzi, że takich rozmów nie było. Wojciech Sumliński dodał, że wezwał Michała Majewskiego na świadka, wiedząc, że jest jego adwersarzem, wyłącznie z tego powodu, aby opowiedział o swoich spotkaniach z Aleksandrem L.

Po wygłoszeniu tego oświadczenia Wojciech Sumliński pytał świadka o szczegóły tekstu z „Dziennika” z 2008 r. - świadek wyjaśnił, że podczas przygotowywania tego artykułu, dziennikarze rozmawiali również z Leszkiem Pietrzakiem, a sam tekst dotyczył Aneksu oraz Aleksandra L. Na pytanie Sądu, która komisja sporządzała Aneks, likwidacyjna czy weryfikacyjna, świadek odpowiedział, że nie pamięta - stwierdził, że była to komisja Macierewicza. Świadek nie potrafił też przywołać pełnej nazwy tego dokumentu - mówiło się potocznie o Aneksie do likwidacji WSI. Gdy Sąd następnie zapytał, która komisja, na logikę, powinna się tym zajmować, likwidacyjna czy weryfikacyjna - świadek w odpowiedzi zapytał Sąd, czy to jest jakiś test, a jeśli tak, to on wybiera odpowiedź „A”, likwidacyjna. Ta wypowiedź świadka spowodowała zdecydowaną reakcję mecenasa Waldemara Puławskiego, który zwrócił się do Sądu, wskazując na skandaliczne zachowanie świadka - Sąd podzielił to zdanie oraz pouczył świadka, że obowiązują go te same zasady, co Wojciecha Sumlinskiego. Wojciech Sumliński zapytał następnie świadka, czy może dostarczyć dowód, że do takiej rozmowy telefonicznej między nimi doszło - Michał Majewski odpowiedział, że po 7 latach nie może takiego dowodu dostarczyć, ale, odnosząc się do oświadczenia Wojciecha Sumlińskiego, zaprzecza, aby ich rozmowa miała charakter konfrontacyjny, zakończyła się ona przyjaźnie - chodzi mu o rozmowę w okolicach siedziby TVP przy placu Powstańców, do której doszło, jak mu się wydaje, na poczatku 2007 r., przed publikacją Raportu. Powodem tej rozmowy miała być zapowiedź publikacji fragmentów Raportu (w programie Wojciecha Sumlińskiego - przyp.aut.) Oskarżony dziennikarz zapytał świadka, dlaczego, skoro to była tylko zapowiedź, skrytykował film o WSI jego autorstwa - Michał Majewski odparł, że nie widzi związku, spotkanie było wcześniej, a krytyka programu później. Krytyka ta mogła się wziąć stąd, że komisja Macierewicza zapowiadała pokazanie bardzo duże uwikłanie ludzi z telewizji publicznej ze służbami, wszyscy się spodziewali, że padną nazwiska znanych publicystów czy szefów programów - tymczasem akurat ten wątek okazał się kapiszonem, poza jednym istotnym nazwiskiem telewizyjnym, Piotra Nurowskiego z Polsatu. Zdaniem świadka, być może stąd brała się krytyka tej części Raportu na łamach „Dziennika”, bo cały ten wątek Raportu, z tego co świadek pamięta, był dość miałki. Świadek dodał, odnosząc się jeszcze do oświadczenia Wojciecha Sumlińskiego, że nieprawdą jest, jakoby bronił WSI - decyzję o likwidacji WSI podjął jednoznacznie Sejm, on nigdy nie krytykował tej decyzji, tylko niektóre elementy związane ze sposobem likwidacji tych służb. Jego zdaniem, działo się to zbyt pospiesznie i z nienależytą starannością.

Odpowiadając na kolejne pytanie Wojciecha Sumlińskiego, o jego funkcję w tygodniku „Wprost”, Michał Majewski wyjaśnił, że przyszedł do „Wprost” na początku 2012 r. i był szefem działu śledczego w tym tygodniku. Wojciech Sumliński zapytał, kiedy „Wprost” przyznał nagrodę „Człowieka Roku” dla Bronisława Komorowskiego - świadek odparł, że nie brał udziału w podejmowaniu tej decyzji i uważa, że zaangażowanie Bronisława Komorowskiego w obronę wizerunku WSI jest głęboko zastanawiające, lecz, jak rozumie, nie tego dotyczy ten proces.

Kolejne pytania Wojciecha Sumlińskiego dotyczyły ponownie szczegółów tekstu, który ukazał się w „Dzienniku” w kwietniu 2008 r. Michał Majewski wyjaśnił, że pojawia się w nim również wątek oficerów WSI, bo dziennikarze pracujący nad tym tekstem chcieli ustalić, czy Aleksander L. ma rzeczywiście możliwość zdobycia Aneksu, czy też jest prowokatorem, nasłanym przez byłych oficerów WSI, a jego celem jest zdezawuowanie komisji Macierewicza. Świadek nie był w stanie powiedzieć, dlaczego, mimo, że w tekście pojawia się nazwisko Aleksandra L oraz Leszka Pietrzaka, to nie ma w nim nazwiska Sumlińskiego Z tego, co pamięta, to Wojciech Sumliński był już mocno pognębiony tą historią, bo wiedział, że coś złego się dzieje i jego nazwisko jest wiązane z Aleksandrem L. Twierdzenie to opiera na podstawie rozmów, prowadzonych w tamtym czasie w Wojciechem Sumlińskim, który miał zdawać sobie sprawę z błędu, jakim były zbyt bliskie związki z Aleksandrem L.

Sąd zapytał, czy te rozmowy z Wojciechem Sumlińskim były prowadzone przed jego zatrzymaniem - Michał Majewski odparł, że po zatrzymaniu nie miał już okazji rozmawiać z Wojciechem Sumlińskim, a tej wcześniejszej z nim rozmowy nie nagrał. Po tych słowach świadka Wojciech Sumliński zapytał przewodniczącego składu sędziowskiego, czy możliwe jest przytoczenie zeznań złożonych przed Sądem w toczącej się sprawie przez Annę Marszałek, która zeznała, że nie kontaktowała się z Wojciechem Sumlińskim przed jego zatrzymaniem - ponieważ nie było to jednak w tym momencie możliwe, Wojciech Sumliński złożył wniosek o skonfrontowanie zeznań Anny Marszałek oraz świadka, ponieważ jego zdaniem, są rozbieżne. Michał Majewski, odnosząc się do słów Wojciecha Sumlińskiego, powiedział, że jak zapamiętał, taka rozmowa jednak była, choć jego zdaniem, nie ma to pierwszorzędnego znaczenia, bowiem w tekście z 2008 r. nazwisko Sumlińskiego nie pada. Wojciech Sumliński ripostował, że jest to istotne, bo chodzi tu o wiarygodność świadka. Sędzia zapytał, czy świadek ma w takim razie pewność, co do tej rozmowy - Michał Majewski odparł, że spotkanie było rok wcześniej i dotyczyło Raportu. Sąd spytał świadka, czy w takim razie spotkania z Wojciechem Sumlińskim w kwietniu 2008 r. nie było - Michał Majewski potwierdził, że spotkania nie było, natomiast Aleksander L. podczas spotkań powoływał się na bliską znajomość z Wojciechem Sumlińskim i wydaje się mu, że z Wojciechem Sumlińskim była przeprowadzona rozmowa telefoniczna. Sąd ponownie zapytał, czy swiadek jest tego pewien - Michał Majewski odparł, że tak to zapamiętał, a sam Wojciech Sumliński chyba nie zaprzeczy, że jego relacje z Aleksandrem L. były bliskie i przyjacielskie. Po tych słowach świadka, Wojciech Sumliński ponownie poprosił Sąd o możliwość wygłoszenia oświadczenia oraz wniosku formalnego. Stwierdził, że jego zdaniem, świadek „pływa” mówiąc wielokrotnie „wydaje mi się”, „tak to zapamiętałem” - w związku z tym konfrontacja z zeznaniami Anny Marszałek jest istotna i ma znaczenie, choć z punktu widzenia świadka, takiego znaczenia nie ma. Wojciech Sumliński oświadczył również, że w kwestii swoich relacji z Aleksandrem L. zeznawał bardzo otwarcie, opisał te relacje w wielu miejscach i książkach. Nigdy nie były to relacje przyjacielskie, choć faktem jest, że spotykając się z nim szereg lat, setki razy, nigdy nie sądził, że może on odegrać w jego życiu tak podłą i nikczemną rolę. Następnie Wojciech Sumliński powrócił do wątku publikacji z 2008 r., pytając świadka, dlaczego nie umieścili w tekście jego nazwiska, a umieścili nazwisko Leszka Pietrzaka, skoro nie mieli pewności, co do roli Aleksandra L. Świadek odparł, że sobie tego nie przypomina, ale może chodziło o lojalność zawodową między dziennikarzami, bo już wtedy Wojciech Sumliński wydawał się pognębionym tą historią.

Po tej wypowiedzi świadka, Wojciech Sumliński wygłosił kolejne oświadczenie, mówiąc „moje pognębienie wyglądało tak, że intensywnie pracowałem przy 3 programach telewizyjnych, pisałem scenariusz dla telewizji, miałem kontrakt we „Wprost”, planowałem pierwszy w życiu wyjazd za granicę i bez dwóch zdań był to jeden z najszczęśliwszych okresów mojego życia, obiecujący dziesiątkami planów na przyszłość”. Wojciech Sumliński dodał, że może to potwierdzić wielu świadków, a to, co mówi świadek, nie jest prawdą.

Michał Majewski, odnosząc się do oświadczenia Wojciecha Sumlińskiego powiedział, że miał wrażenie, że do Wojciecha Sumlińskiego już wtedy docierały sygnały o krążeniu przez Aleksandra L. po mieście i oferowaniu Aneksu, a także o wymienianiu w tym kontekście jego nazwiska - i właśnie tego dotyczyła ich rozmowa telefoniczna w kwietniu 2008 r. Odpowiadając na pytanie o pojawianie się Leszka Pietrzaka we wzmiankowanym artykule, świadek stwierdził, że Leszek Pietrzak miał w ten sposób okazję, aby zdementować zawarte w tekście informacje. Wojciech Sumliński chciał następnie zapytać świadka o swoją publikację, w której podkreślał, że beneficjentem ujawnienia przez Michała Majewskiego i Sylwestra Latkowskiego afery podsłuchowej jest środowisko związane z Bronisławem Komorowskim, ale Sąd uchylił to pytanie.

Po przerwie, Wojciech Sumliński powrócił do kwestii ich rzekomej rozmowy telefonicznej w kwietniu 2008 r., prosząc świadka, aby opowiedział wszystko, co pamięta na tem temat. Michał Majewski wyjaśnił, że w redakcji „Dziennika” była duża sala, w której pracowali dziennikarze działu śledczego, ale było tam tzw. akwarium, dla jednej osoby, skąd można było spokojnie przeprowadzać rozmowy - i właśnie stamtąd była wykonana ta rozmowa. Po tych słowach świadka Wojciech Sumliński złożył kolejny wniosek - o zweryfikowanie bilingów, załączonych do akt sprawy, bowiem w tamtym okresie jego telefon był podsłuchiwany i w ten sposób będzie można udowodnić, że świadek kłamie, bo takiej rozmowy nie było. Sędzia zapytał świadka, z jakiego telefonu miała się odbyć ta rozmowa - świadek odparł, że ze stacjonarnego, ale nie pamięta jego numeru. Wojciech Sumliński, odnosząc się do kwestii rzekomej rozmowy telefonicznej w kwietniu 2008 r. zwrócił się do Sądu, aby uznał go za kłamcę od początku tego procesu, gdyby się miało okazać, że Michał Majewski jednak do niego dzwonił. Kolejne pytania Wojciecha Sumlińskiego dotyczyły tekstu z „Wprost”, z zeszłego roku, „Ściśle tajne akta Macierewicza”. Świadek potwierdził, że jest autorem tego tekstu. Zostało w nim opisane, że dokumenty służące do powstania Aneksu, znajdują się w niepowołanych rękach, na co zostały w tekście przedstawione dowody. Świadek wie, że śledztwo w sprawie wycieku Aneksu zostało umorzone, ale zdaniem świadka, jego źródło miało dostęp do Aneksu od lat i wykonana została praca dziennikarska, aby potwierdzić autentyczność przywołanych w tekście dokumentów. Sąd uchylił pytanie Wojciecha Sumlińskiego o umorzenie śledztwa przez Prokuraturę, która nie stwierdziła przestępstwa, mimo, jak twierdzi świadek, dowodów na wyciek Aneksu - zdaniem Sądu, nie dotyczy to sprawy, a komentowanie decyzji organów sprawiedliwości nie należy do obowiązków świadka.

Wojciech Sumliński zapytał świadka, czy ma wiedzą, że płk. Leszek Tobiasz prowokował do popełnienia przestępstwa - świadek odparł, że nie słyszał takiej wiadomości, ale przechodzi mu przez głowę taka informacja, że Leszek Pietrzak, dobry znajomy Wojciecha Sumlińskiego, spotykał się na mieście z funkcjonariuszami WSI, którzy stawali do weryfikacji. Świadek kojarzy przy tym nazwisko Leszka Tobiasza. Po odczytaniu przez Wojciecha Sumlińskiego fragmentu publikacji z „Wprost” z sierpnia 2014 r., „Ściśle tajne akta Macierewicza”, którego współautorem był Michał Majewski, a w którym to fragmencie jest przywołany oficer kontrwywiadu, mówiący o tym, że zjawił się u niego właśnie płk. Leszek Tobiasz, mówiący o tym, że ma materiały, które mają się znaleźć w Aneksie, ale można zorganizować kasę, aby to z Aneksu wypadło - czego, zdaniem Wojciecha Sumlińskiego, nie można zinterpretować inaczej, niż tak, że płk. Leszek Tobiasz był prowokatorem - świadek stwierdził, że nie można było tego zweryfikować, bowiem płk. Tobiasz już wtedy nie żył. Świadek dodał, że przywołany fragment tekstu może być przesłanką, że Leszek Tobiasz mógł mieć możliwość dotarcia do Aneksu, nie da się jednak też wykluczyć, że był prowokatorem i trudno jest mu to ocenić.

Po tym, jak Wojciech Sumliński poprosił Sąd, aby przywołany artykuł z „Wprost” został zaliczony do akt sprawy, o głos poprosił Aleksander L., który za zgodą Sądu wygłosił następujące oświadczenie:

1. Nie był inicjatorem spotkań z Anną Marszałek, co jest w aktach sprawy - zeznania Anny Marszałek i Stanisława Iwanickiego

2. Prosi obrońcę Wojciech Sumlińskiego, aby rozróżniał sprawę Aneksu i Raportu, albowiem Raport został opublikowany, natomiast Aneks nie został wydany - to są dwie różne sprawy.

3. Prosi Sąd, aby nie pozwalał Wojciechowi Sumlińskiemu wyrażać się pod jego adresem w taki sposób, jak to robił dzisiaj - aby mu nie ubliżał.

Po tym oświadczeniu Aleksandra L., mecenas Puławski zapytał świadka, kiedy i w jakich okolicznościach doszedł on do wniosku, że Aleksander L. jest niegodny zaufania do rozmów o Aneksie. Świadek wyjaśnił, że co prawda Aleksander L. spotkał się z Anną Marszałek i przedstawił możliwość dotarcia do Aneksu, ale potem powiedział, że jego źródła zostały spłoszone i sprawa została odłożona na półkę. Wróciła, gdy Janusz Zemke opowiedział im o historii swojego znajomego, który dostał propozycję od Aleksandra L. Były także relacje biznesmena o propozycji Aleksandra L. dotarcia do Raportu przed jego publikacją. Późniejsza publikacja Raportu potwierdziła fakty, podane przez Aleksandra L., więc sprawa na powrót zrobiła się ciekawa. Doszło do ponownego spotkania z Aleksandrem L., w którym brali udział także Anna Marszałek i Paweł Reszka. Podczas spotkania Aleksander L. kręcił, zmieniał wersje - dziennikarze nie mieli przekonania, czy rzeczywiście ma możliwość dotarcia do Aneksu, czy jest to jednak prowokacja wobec Komisji. Zaczęli wypytywać o Aleksandra L., o jego przeszłość, znajomości - i z otwartą przyłbicą opisali całą historię na łamach „Dziennika”. Świadek dodał, że wracając do oświadczenia Wojciecha Sumlińskiego z wysokiego „c”, zapamiętał, że w kwietniu 2008 r., przed tą publikacją, prowadził z nim rozmowę przez telefon, ale w jego ocenie, ma to trzeciorzędne znaczenie, bo nazwisko Sumlińskiego nie znalazło się w tym tekście.

Po tej wypowiedzi świadka, mecenas Puławski, po konsultacji z Wojciechem Sumlińskim, którego jest obrońcą, oświadczył, że nie będzie już zadawał więcej pytań i przyłącza się do wniosku swojego klienta o konfrontację świadka z Anną Marszałek.

Michał Majewski z kolei powiedział, że wspominał o zażyłej relacji Wojciecha Sumlińskiego i Aleksandra L., bo słyszał o tym od Sylwestra Latkowskiego, który brał udział w spotkaniu z arcybiskupem Leszkiem Sławojem Głódziem, gdzie byli także Sumliński i L., a ich relacje, wg opisu Latkowskiego, miały przyjacielski charakter.

Wojciech Sumliński zaprotestował, pytając, na jakiej podstawie przestępca skazany prawomocnym wyrokiem może oceniać te relacje, ale Sąd uchylił to pytanie, bowiem nie ma to znaczenia dla sprawy. Michał Majewski, kontynuując swoją wypowiedź, powiedział, że Wojciech Sumliński rozmawiał z Sylwestrem Latkowskim przed kamerą - on widział tego fragment, który nigdy nie został opublikowany. Miał w tym fragmencie przyznawać, że jego relacja z Aleksandrem L. była przekroczeniem pewnej bariery ze strony dziennikarza.

Po tych słowach Michała Majewskiego, Wojciech Sumliński wygłosił kolejne oświadczenie. Opisał w nim krótko historię swojej znajomości z Sylwestrem Latkowskim, stwierdzając na koniec, że trudno o bardziej pokrętną i cyniczną postać - niewiele jest podłości i nieczystych zagrywek w tym zawodzie, których Sylwester Latkowski nie popełnił. Nigdy go też nie było przy tym, jak spotykał się z biskupem Głódziem.

Na tym przesłuchanie świadka zostało zakończone. Po przerwie, Sąd ujawnił kolejne dokumenty, zaliczając je do akt sprawy. Następna rozprawa odbędzie się 28.05.2015 r. o godz.10:00 w sali 29 Sądu Rejonowego dla Warszawy Woli, ul. Kocjana 3.

Uprzejmie proszę Szanownych Czytelników tej relacji, aby w ewentualnych komentarzach posługiwać się imieniem i inicjałem nazwiska, współoskarżonego w tym procesie wraz z dziennikarzem Wojciechem Sumlińskim, byłego wysokiego oficera kontrwywiadu PRL, Aleksandra L., ponieważ nie wyraził on zgody na podawanie w relacjach z procesu swoich danych osobowych ani na publikowanie swojego wizerunku.

relację przygotował bloger „ander”