Była punktualnie 6.00. Stanąłem pod drzwiami i usłyszałem: – Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego, proszę otwierać. Początkowo było ich ośmiu. Poinformowali mnie, że jestem zatrzymany pod zarzutem ujawnienia Aneksu do Raportu Komisji Weryfikacyjnej WSI. Poprosili, bym nie utrudniał czynności. Nie utrudniałem. Poprosili, bym nie oddalał się od wskazanego funkcjonariusza. Nie oddalałem się. Absurdalność sytuacji mogłaby nawet być śmieszną, gdyby nie była groźną i tragiczną zarazem. Są sytuacje, w których człowiek zatraca poczucie rzeczywistości. To była jedna z takich sytuacji  

Teresa Trawa Robot

O tym, że PRL była państwem policyjnym, wiedzą wszyscy. Mało kto zdaje sobie jednak sprawę, jaka była największa akcja inwigilacyjna komunistycznych służb specjalnych w dziejach powojennej Polski. Chodzi o akcję o niespotykanych w naszym kraju rozmiarach. Trwała ona aż sześć lat i zaangażowała kilkuset etatowych funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa oraz drugie tyle tajnych współpracowników SB. Departament techniki MSW zamontował dziesiątki podsłuchów telefonicznych i domowych u osób objętych rozpracowaniem operacyjnym i stałą obserwacją. O tym, jak ważna była ta sprawa dla najwyższych władz, świadczy fakt, że informacje z podsłuchów trafiały bezpośrednio na biurka generałów Wojciecha Jaruzelskiego i Czesława Kiszczaka. Mowa o sprawach operacyjnych o kryptonimach „Teresa”, „Trawa” i „Robot”, które trwały od 1985 do 1990 roku. Aż do upadku komunizmu w strukturach MSW istniał specjalny zespół, który zajmował się wyłącznie tą kwestią. Jego pracami kierował Zbigniew Chwaliński – oficer, który zrobił później błyskotliwą karierę w III RP (był m.in. do 2004 roku zastępcą komendanta głównego policji, a następnie oficerem łącznikowym polskiej policji na Słowacji). Kto był obiektem tak drobiazgowego i długofalowego rozpracowania operacyjnego przez komunistyczne służby specjalne? Ponieważ był to czas olbrzymiej aktywności podziemnych struktur „Solidarności”, można by się spodziewać, że Służba Bezpieczeństwa wzięła na cel „elementy antysocjalistyczne”, czyli solidarnościowych konspiratorów. Nic bardziej mylnego. Największa akcja inwigilacyjna objęła najbliższe rodziny tych, którzy byli najwierniejszymi sługami systemu, elitą struktur siłowych, prawdziwą podporą komunizmu. Figurantami w sprawach „Teresa”. „Trawa”, „Robot” zostali członkowie rodzin oraz bliscy znajomi oficerów Departamentu IV MSW: pułkownika Adama Pietruszki, kapitana Grzegorza Piotrowskiego oraz poruczników Waldemara Chmielewskiego i Leszka Pękali.

Wspomniana czwórka została 7 lutego 1985 roku skazana przez Sąd Wojewódzki w Toruniu na karę więzienia za uprowadzenie i zamordowanie w październiku 1984 roku kapelana „Solidarności” ks. Jerzego Popiełuszki. Ówczesne władze PRL utrzymywały, że najpierw na ławie oskarżonych, a później w więziennych celach znaleźli się jedyni i wyłączni sprawcy bestialskiego mordu na kapłanie. Zgodnie z tą wersją, czterej skazani funkcjonariusze SB działali na własną rękę i nie posiadali żadnych mocodawców. Jeżeli jednak wyrok toruński stanowił ostateczne słowo w tej kwestii, to dlaczego zaraz po zakończeniu procesu zaangażowano tak olbrzymie środki, by inwigilować ludzi, których wiedza nie mogła w tej sprawie wnieść już rzekomo nic nowego? O tym właśnie opowiada niniejsza książka.

Powstała ona w oparciu o dokumentację archiwalną spraw operacyjnych „Teresa”, „Trawa”, „Robot”, czyli o nagrania i ich zapisy z lat 1985–1990. Wszystkim prezentowanym w tej publikacji zapisom z podsłuchów nadano najwyższą klauzulę tajności: „Tajne specjalnego znaczenia”. Chociaż większość materiałów dotyczących tej akcji została zniszczona, to jednak to, co ocalało – czyli ponad 1600 godzin zachowanych nagrań, kilkanaście tysięcy stron opisanych rozmów i mnóstwo dokumentów – pokazuje, że cała akcja swym rozmachem przekraczała wszystkie operacje inwigilacyjne służb specjalnych w innych krajach komunistycznych Europy Środkowej i Wschodniej. Czego chcieli dowiedzieć się inicjatorzy tej olbrzymiej akcji, skoro uruchomili tak potężne środki w sprawie, w której wszystko było przecież wiadome, a jedyni i wyłączni sprawcy zostali skazani na prawomocne wyroki więzienia? Analiza materiałów pozwala stwierdzić, że służbom specjalnym chodziło nie tyle o zdobycie dowodów dotyczących okoliczności zbrodni na księdzu Jerzym, ile raczej o skontrolowanie, czy prawda o kulisach tego mordu jest zachowywana w tajemnicy. W tym celu zastraszano niektóre osoby, zaciemniano prawdę o zbrodni i prowadzone różnorakie gry operacyjne.

Książka, którą oddajemy do rąk Czytelników, zawiera zapisy z podsłuchów prowadzonych przez sześć lat tajnych operacji inwigilacyjnych, odnoszące się głównie do kwestii związanych z zabójstwem ks. Jerzego Popiełuszki, z pominięciem wątków dotyczących spraw prywatnych i osobistych.

Tytuł:
Teresa Trawa Robot
Autor:
Wojciech Sumliński
Wydawca:
Wydawnictwo FRONDA
Okładka:
miękka
Ilość stron:
212
ISBN:
978 -62268 - 47 - 4
Data premiery:
3 październik 2009

Fragment nr 1

2 listopada 1984 roku we wczesnych godzinach rannych na biurku pułkownika Adama Pietruszki, wicedyrektora Departamentu IV MSW, zadzwonił telefon – linia rządowa. Informacja od ministra spraw wewnętrznych, generała Czesława Kiszczaka, była krótka i lakoniczna: konieczne jest natychmiastowe spotkanie, w cztery oczy. Gdy kilkanaście minut później pułkownik Pietruszka zameldował się w gabinecie generała Kiszczaka, ten z miejsca przystąpił do meritum.

– Generale Pietruszka, trzeba dać się chwilowo zamknąć. – Jak towarzyszowi ministrowi wiadomo, jestem pułkownikiem. A po wtóre, o jakim zamknięciu mowa? – Mój zwrot „generale”, to nie przejęzyczenie. To oczywisty koszt za zrealizowanie przez was trudnej roli. – Ale dlaczego ja? – Bo organizacyjnie Piotrowski przy was jest najbliżej. – Organizacyjnie najbliżej, ale Piotrowski wykonuje jakieś tajemnicze zlecenia, w tym i to ostatnie, nad którym ja nie ma żadnej kontroli. – Tym też się zajmę, a wasze organizacyjne usytuowanie będzie przejrzyste i do przyjęcia przez opinię publiczną. Unikniemy przez to prowadzenia sprawy w głąb. – Nie będzie wyjaśnienia sprawy? – A cóż tu wyjaśniać. Tu trzeba jak najszybciej publicznie się uwiarygodnić, a na wyjaśnienia przyjdzie czas. – Nie! Niech to będą wiarygodniejsi, na przykład generałowie. – To jeszcze gorzej, wyglądałoby na pucz generalski. A tutaj idzie o pryncypia. – Nie! – Słuchajcie, są sytuacje, w których się nie odmawia. – Skoro tak wzniosła sytuacja, to dlaczego towarzysz minister rozpoczął od tak niskich względów? Dlaczego apeluje się do mojej próżności, posługując się generalskim mirażem, a nie na przykład do zawodowej lojalności czy ideowości? – Przepraszam, wyszło niezręcznie i trochę po kupiecku. Powinienem zacząć od potrzeby sytuacji, a nie od nagrody. – Taką, i tak zdobytą, nagrodą nie jestem zainteresowany, a potrzeby niech zaspokaja ten, kto je wywołał. – Zaczynamy filozofować, udając niezrozumienie sytuacji. – Bo ja jej nie rozumiem. – Dobrze, jeszcze powrócimy do sprawy.

8 czerwca 1990 roku ten niezwykły dialog został zapisany w protokole przyjęcia ustnego zawiadomienia o przestępstwie.

Treść rozmowy odtworzył z zapisków sporządzonych po rozmowie z Czesławem Kiszczakiem niedoszły generał. Pietruszka, przebywający wówczas w zakładzie karnym w Barczewie, zapewniał, że zawiadomienie o przestępstwie, spisane w obecności dwóch przedstawicieli Komitetu Helsińskiego, Marka Nowickiego i Andrzeja Rzeplińskiego, wiernie odzwierciedlało przebieg rozmowy z 2 listopada 1984 roku w gabinecie szefa MSW, który „za zrealizowanie trudnej misji” gwarantował generalskie szlify.

Analizując ten niecodzienny dialog Kiszczaka z Pietruszką, wskazujący, że pułkownik miał być „kozłem ofiarnym”, nie wolno zapominać o jednym istotnym fakcie. Nawet jeśli w tym konkretnym wypadku Pietruszka mówi prawdę – a wskazuje na to szereg innych dokumentów ze śledztwa rozpoczętego na początku lat dziewięćdziesiątych i kontynuowanego przez IPN – to jako wicedyrektor Departamentu IV MSW był współodpowiedzialny za działalność podlegającej mu komórki. Jeżeli nawet pułkownik Adam Pietruszka nie brał bezpośrednio udziału w dokonanej zbrodni, to jako wiceszef Departamentu aprobował wszystkie przestępcze posunięcia swoich podwładnych, którzy przez szereg miesięcy terroryzowali kapelana „Solidarności”.

Co więcej, w kalendarzu Adama Pietruszki z 1984 roku, do którego dotarli prokuratorzy lubelskiego IPN, znajduje się dyskredytujący pułkownika zapis: „Urodziny Czesława, a oni chcą 13”. Zapis ten wskazuje, że Pietruszka doskonale orientował się w zamiarach dotyczących zabójstwa, pierwotnie planowanego na 13 października 1984 roku, ale sam optował za wykonaniem akcji 19 października – w dniu urodzin Czesława Kiszczaka. Adam Pietruszka jest więc co najmniej współodpowiedzialny za wielomiesięczne prześladowania księdza Jerzego oraz za samą zbrodnię. Jego wyrażony wobec Kiszczaka protest wynikał najprawdopodobniej z przerażenia rolą, jaką wyznaczył mu generał: rolą najwyższego rangą przedstawiciela MSW odpowiedzialnego za zbrodnię, jej pomysłodawcy.

Rozmowa między szefem MSW, generałem Czesławem Kiszczakiem, a wicedyrektorem Departamentu IV MSW, niedoszłym generałem Adamem Pietruszką, miała miejsce na kilka godzin przed aresztowaniem tego drugiego. Jego protesty nie zdały się na nic. Scenariusz został napisany, role rozdane, a kontrolę nad całością miało od tego momentu sprawować kilkuset funkcjonariuszy i tajnych współpracowników Służby Bezpieczeństwa, którzy monitorowali każdy ruch znajomych i osób bliskich Adamowi Pietruszce. Informacje z podsłuchów, zarówno w formie opracowanych notatek, jak i zarejestrowanych dialogów, trafiały jednocześnie na biurka Czesława Kiszczaka i Wojciecha Jaruzelskiego.

Dokumenty IPN wskazują m.in. na ogromną skalę inwigilacji żony wicedyrektora Departamentu IV MSW. Wynika z nich, że na skutek rozmów z mężem oraz otrzymanych od niego więziennych grypsów Róża Pietruszka sukcesywnie poznawała „rzeczywistą wersję sprawy księdza Jerzego Popiełuszki”. Z prowadzonych przez nią rozmów – rejestrowanych przez SB – wynika, iż kierownictwo MSW dało jej mężowi przed procesem nadzieję, że jego ewentualne skazanie to jedynie rozwiązanie tymczasowe. Według jej wiedzy nawet po procesie Adam Pietruszka był utwierdzany przez resort w przekonaniu, że sytuacja, w której się znalazł, jest przejściowa. 25 kwietnia 1985 roku w trakcie wizyty w areszcie w Warszawie minister Czesław Kiszczak miał zapewniać Adama Pietruszkę, że „jak się uspokoi, to my wystąpimy o ułaskawienie do Rady Państwa”. W jednej z rozmów żona Pietruszki przytacza treść grypsu, jaki wiosną 1985 roku (a więc już po zakończeniu procesu) przekazał mu Piotrowski: „Jak pan długo planuje tutaj pobyt... pewne sprawy wymagają wymuszenia”.

Interesującym wątkiem w rozmowach żony wicedyrektora Departamentu IV była ocena śledztwa i procesu przez kierownictwo MSW. Ocena ta wypadła bardzo pozytywnie. Wiele osób z kierownictwa resortu podkreślało, że zachowana została tajemnica państwowa i służbowa – można odnieść wrażenie, że dla władz MSW zachowanie tajemnicy państwowej i służbowej było zasadniczym miernikiem prawidłowości śledztwa i procesu. Z treści rozmów Róży Pietruszki oraz jej syna Jarosława z rodziną i przyjaciółmi, rozmów często spontanicznych i emocjonalnych, rysuje się obraz całkowitego „spreparowania sprawy” przez kierownictwo MSW (ze szczególnym uwypukleniem roli generałów Wojciecha Jaruzelskiego i Czesława Kiszczaka, a także Zbigniewa Pudysza, Władysława Ciastonia i Zenona Płatka).

Róża i Jarosław Pietruszkowie podejrzewali, że mogą mieć zainstalowany podsłuch, dlatego we własnym mieszkaniu przeważnie bardzo się pilnowali – uważali na to, co i jak mówić, dobierali słowa, prowadzili rozmowy ściszonym głosem, nie kończyli zdań, które uważali za potencjalnie niebezpieczne, bądź nawet najważniejsze kwestie „omawiali” w formie pisemnej (na co bardzo wyraźnie wskazują zapisy z podsłuchów). Ograniczeń tych nie stosowali już jednak w mieszkaniach znajomych, sąsiadów czy członków dalszej rodziny, nie przypuszczając, że we wszystkich tych miejscach nie tylko zamontowano podsłuchy pokojowe i telefoniczne, ale także wokół tych osób umieszczono „osobowe źródła informacji”. Nie pominięto żadnego, nawet najdrobniejszego szczegółu. Zapis trwającej blisko sześć lat permanentnej inwigilacji pokazuje, jakie były prawdziwe motywy inicjatorów mordu na księdzu Jerzym, którzy swoją zbrodniczą grę rozpoczęli już latem 1984 roku, a kontynuowali ją jeszcze długo po śmierci kapłana.

Fragment nr 2

Notatka służbowa z dnia 12.05.1985 O godz. 8 35 między figurantką Róża Pietruszką, a jej synem wywiązała się rozmowa:

F – Z Kiszczakiem to się trudno rozmawia, bo on jest taki milczący, ale lepiej, niż z Pudyszem, bo Pudysz to zaraz stawia kontrę. Straszewski też był taki powściągliwy, nie by szczery, nałożył taką maskę, nie powiedział, o co chodzi. Teraz dopiero wiem, o co chodzi. S – Musiał Kiszczakowi dać dokładne sprawozdanie z rozmowy z tobą. F – To by było nawet lepiej, jakby zdał. To by było na naszą korzyść, bo ja bardzo dobrze postawiłam sprawę. Tylko Płatka trochę w głupiej sytuacji, bo mi ten mówił, że chodzi tu o zastraszenie. Ja powiedziałam, że nic mi nie jest wiadomo o zastraszeniu, ale gdyby nawet tak było, to znam mojego męża i wiem, że sam by decyzji nie podjął. Musiałby uzgodnić ze swoim przełożonym. Zawsze to podkreślał, że z Płatkiem dobrze mu się pracowało. Powiedziałam, że ja lubię Płatka, ale taka jest prawda. Później wiesz, co mówiłam. Byłoby to bardzo na korzyść, gdyby tego /nie kończy/. (...) Jak ja rozmawiałam wtedy z Płatkiem... /nie kończy/. S – Co byś mu chciała powiedzieć? F – Żeby Ciastoń więcej wysiłku włożył, żeby tatuś wyszedł. Jak rozmawiałam tutaj z Płatkiem, to powiedziałam, że ja wszystko wiem. Tylko to może być dla mnie niebezpieczna sytuacja. S – Ja nie wiem. F – Piotrowski jest twardzioch, ale tamci. S – To idioci. Ja bym ich pozabijał, żeby się nie męczyli. Jak jest idiota, to po co ma się męczyć na tym świecie. (...) F – Ten pan w swoim przemówieniu w Sejmie podkreślił, że sprawę upolityczniło społeczeństwo. To nie społeczeństwo upolityczniło. Propaganda w prasie, a resztę zrobił Pietrusiński. On się zagalopował. Nie wiem, czy miał takie dyspozycje. Przecież on postawił to, jako inspirację polityczną, prowokację polityczną.

I powiem mu też: nie będzie miał pan odwagi tego powiedzieć, ale ja nie mam nic do stracenia. Muszę panu powiedzieć, że jest niezadowolenie nie tylko w ministerstwie, ale w całej Polsce Służby Bezpieczeństwa i Milicji. I nie tylko. Tego samego zdania jest Akademia Spraw Wewnętrznych i Urząd ds. wyznań.

Fragment nr 3

Rozmowa Figurantki z synem:

s – ... poniósł klęskę. Dowodem jest to co się dzieje u Kostki, to co mówi społeczeństwo. W społeczeństwie nikt nie wierzy że to było tak jak podali w telewizji, że... f – Nie, nie s – Nikt nie wierzy w to. Poniesiono klęskę i komu zależy na tym rządzie... f – Że się tak długo pieprzyli i pozwolili żeby ten szczekał. A dopiero jak się stał dramat, to dopiero teraz się wzięli s – A gdzie tam, Jankowski nadal robi to co robi. Nie ma w tym państwie, wiesz f – Jankowski w dalszym ciągu? s – Jankowski nadal to samo robi. f – Albo pozwalają tam na całe manifestacje tych turystów przy tym grobie. Podobno to samo jest na Przemyka grobie s – Dlaczego pochowano tu w Warszawie? Kiszczak... f – Powiedziałam Kiszczakowi na ten temat. Ja mówię – to po co żeście go tu zgodzili się pochować? To macie to co żeście chcieli. Tak powiedziałam dosłownie. s – Przy kościele pochowali. Daj spokój. Świętego zaraz z niego zrobią. f – Ciekawe czy Jaruzelski pojedzie do tego s – A niech jedzie. Wiesz co mówią teraz ci prawdziwi komuniści? Że to jest junta klerykalna. Prawicowo-klerykalna junta. Tak ją określają. Rozmawiałem ze Zbyszkiem Pawłowskim. Mówi, że boją się, ale pogadać z kimś przy wódce to każdy mówi, że to junta f – Każdy. Ja co mówiłam, jak jechałam w pociągu mówili, a co, a Jaruzelski to nie pije z Gierkiem, on nie był w rządzie? A kto ponosi odpowiedzialność teraz za ten kryzys? Kto ponosi? Nie został ukarany kto ponosi odpowiedzialność za ten kryzys. A kto ponosi odpowiedzialność za śmierć tych stoczniowców robotników? s – Kociołek. Jest ambasadorem f – I zostało tylu robotników zamordowanych s – Kociołek, który teraz jest ambasadorem. Z jakąś młodą dziewczyną się ożenił i jeszcze gdzieś tam bardzo wysoko... spokrewnioną f – I cisza. I kto ponosi odpowiedzialność za ten cały kryzys, że tamci rozrabiali, wszystkie fabryki stały i oni nic s – Burdel się zrobił f – Tak. A teraz o, widowisko s – Trzeba się odciąć od tego kraju, od tego narodu, trzeba zacząć dbać o własną dupę. Nie można dbać o naród i kraj. Niech się państwo w gruzy wali tylko żeby nam było dobrze. Na tej zasadzie trzeba robić. O Rakowski. Ty wiesz jak Rakowski komuś tam robi szwindle jeśli on tam ma jakieś dochody z firmy polonijnej? Ta firma pewnie takie szwindle robi, że państwo na tym traci miliony f – Rakowski jest wygadany, nie da sobie tam pluć. A tatuś nie jest wygadany, tatuś był wygadany do mnie. Ciocia Ala mówi, że Adam nie jest elokwentny, nie jest mówcą. s – A co on tam miał mówić mamusiu? f – Powinien się bronić... s – Gdzie? Bzdura. Moim zdaniem w ogóle nie powinien się tam wypowiadać... w ogóle nie powinien się wypowiadać f – Z jednej strony tatuś się zachował honorowo. Ja powiedziałam Kiszczakowi jak byłam. Teraz to się mówi o inteligencji. Nawet jak było tu posiedzenie Plenum i był gen. Jaruzelski to się mówiło o inteligencji Piotrowskiego. Na czym ta jego inteligencja polegała? Na opluwaniu wszystkich wkoło, na zwalaniu winy na wszystkich s – Na spieprzeniu sprawy f – Tak. A mój mąż jest dlaczego winien? Że nie mówił. I uważam, że bardzo dobrze tatuś zrobił, że nie mówił na kler s – Ale gdyby mówił cokolwiek na kler tam to on by sobie sam podcinał skrzydła f – A Piotrowski mówił. Ale mówię ci, że o to Kiszczak ma pretensję. Tak wyczułam. Mówiłam ci. Chyba dlatego postanowili, że ten... Ale słuchaj, jak tatuś jak tam padło pytanie kto, jak tatuś mówił o... s – Na procesie ewidentnie wyszło, że Płatek musiał wcześniej o wszystkim od tatusia wiedzieć i Płatek nic nie zrobił a tatusia o utrudnianie f – Widziałam, jak przesłuchiwali w trzecim dniu Płatka, ci sędziowie mieli duże wątpliwości. Tylko była różnica, że on odpowiadał z wolnej stopy s – Jako świadek f – No mówiłam ci, że ten prokurator, który był z Pietrasińskim ten młodszy, powiedział, że nawet gen. Płatek zeznawał przeciw Pietruszce. Tak powiedział, dosłownie. A Płatkowie jeżdżą do tej Ziutki i może coś dyskutują. Przecież Ziutka już myśli, że ja nie mam pieniędzy, ona mi chce przelać 400 zł. Ja mam w dupie jej 400 zł. Może przy tych znajomych chciała się okazać taka serdeczna. s – Trzeba odkuć się. Niech to państwo w gruzy się wali

(...) I dalej:

f – Jak pójdę do tatusia to powiem mu żeby napisał do Kiszczaka dlaczego porusza się ciągle ten temat a dlaczego jest cisza ze /Straszewskim/? s – Nie, nie mamusiu. Nie wolno ci atakować /Straszewskiego/? f – Ale dlaczego się o tym nie mówi? s – Mamusiu, dobieraj sobie inaczej argumenty. Proszę cię, ja ci to wielokrotnie tłumaczyłem. Gdybyś to mówiła tatusiowi w cztery oczy to mogłabyś sobie powiedzieć, ale tam siedzi facet z Biura Śledczego f – Myśmy mówili na ten temat przecież s – Weź przemyśl to jeszcze raz rozsądnie, bo widzę f – A Straszewski to tatusia bronił? Mógł powstrzymać Pudysza? Był jego szefem, mógł powstrzymać s – Mamusiu, Kiszczak się dorwał do sprawy, od początku prowadził. Zacznij myśleć rozsądnie. ...panika i zastanawiali się kogo tutaj wyrypią stąd. I każdy się bał tego dotknąć po prostu żeby jeszcze jego nie wyrypali.

Fragment nr 4

W marcu 1986 roku Róża Pietruszka powiadomiła Milicję Obywatelską o rzekomym włamaniu do jej mieszkania. W wyniku podjętych czynności sprawdzających udokumentowano bezpodstawność tej informacji. W dniu 5 października 1986 roku R. Pietruszka skierowała do Przewodniczącego Rady Państwa pismo, w którym sugerowała, że jej mąż został skazany bezpodstawnie, zaś faktyczną odpowiedzialność za spowodowanie zgonu ks. J. Popiełuszki ponosi Kierownictwo resortu spraw wewnętrznych. W szczegółowej odpowiedzi udzielonej R. Pietruszce obszernie umotywowano fakt uznania jej sugestii za nieuzasadnioną. W stosunku do funkcjonariuszy służby więziennej A. Pietruszka odnosi się najczęściej w sposób pogardliwy, często używając wobec nich obelżywych, wulgarnych określeń. Większość prowadzonych przez A. Pietruszkę rozmów w celi sprowadza się do komentowania w sposób tendencyjny i wrogi decyzji politycznych, z którymi zapoznaje się czytając prasę codzienną. W wypowiedziach tych np. nazywa rząd „soldateska”. (...) A. Pietruszka zarówno z własnej inicjatywy jak i z inspiracji żony, postanowił podjąć szereg pozaprawnych działań, mających na celu „nagłośnienie” – w okresie poprzedzającym wizytę papieża – sprawy jego rzekomego niesłusznego skazania, jak również nakłonienie do podobnych przedsięwzięć Janiny Pietrzak – żona Grzegorza Piotrowskiego.

W toku widzenia z żoną i synem w dniu 18 lutego 1987 roku A. Pietruszka uzgodnił, że Róża Pietruszka, w maju br., prześle dziennikarzom, a także arcybiskupowi Bronisławowi Dąbrowskiemu, pisma o treści korespondującej ze skierowanymi przez A. Pietruszkę do Trybunału Stanu i Prokuratury Generalnej.

Z Adamem Pietruszką i Różą Pietruszką przeprowadzone były wielokrotnie rozmowy, mające na celu doprowadzenie do ich świadomości ewentualnych konsekwencji nieodpowiedzialnego zachowania z ich strony. Dotychczasowe zachowanie się pozostałych skazanych w tej sprawie – G. Piotrowskiego, W. Chmielewskiego i Ł. Pękali – ocenić należy pozytywnie.

W świetle powyższego, z uwagi na systematyczną eskalację zachowania A. Pietruszki w kierunku negatywnym, stałe naruszanie regulaminu więziennego i brak perspektyw na zmianę jego zachowania, podjęto decyzję przemieszczenia go z Aresztu Śledczego Warszawa – Mokotów do Zakładu Karnego w Barczewie (woj. olsztyńskie). W przypadku sprzecznych z regulaminem wykonywania kary pozbawienia wolności poczynań ze strony A. Pietruszki, wyciągane będą wobec niego przewidziane w tym regulaminie konsekwencje dyscyplinarne. Umieszczenie A. Pietruszki w Zakładzie Karnym w Barczewie ograniczy jego widzenia z rodziną i winno wpłynąć na pewne zahamowanie jego destrukcyjnych działań. W odniesieniu do zamierzeń Róży Pietruszki i innych członków rodziny skazanego – nadania rozgłosu sprawie, planuje się podjąć wyprzedzające działania, m.in. propagandowe np. poprzez wystąpienie Rzecznika Prasowego Rządu – w celu zneutralizowania ewentualnych niekorzystnych następstw wspomnianych zamierzeń tych osób. Pretekstem do publicznego odniesienia się do tej sprawy Rzecznika Prasowego Rządu mogłoby być pytanie jednego z korespondentów zagranicznych nawiązujące do zbliżającej się wizyty papieża w Polsce np. czy papież przyjąłby kogoś spośród członków rodzin sprawców zabójstwa ks. J. Popiełuszki, podobnie do audiencji udzielonej matce Ali Agcy; pytanie takie mogłoby dotyczyć również faktu emisji za granicą sfilmowanego spektaklu teatralnego na temat procesu zabójców ks. J. Popiełuszki lub nawiązywać do plotki, jakoby niektórzy skazani w tej sprawie przebywali za granicą. Odpowiedź Ministra J. Urbana powinna być ogólna, ale jednocześnie wynikać z niej winna informacja o próbach podejmowania przez niektóre osoby różnych inicjatyw w celu „wymuszenia” kolejnych decyzji humanitarnych wobec sprawców tej zbrodni. Taka formuła propagandowa działań wyprzedzających stworzyłaby możliwość do ewentualnego dalszego dyskredytowania poczynań R. Pietruszki i jej syna.

Generał Kiszczak zdawał sobie sprawę z zagrożenia, jakie może przynieść ujawnienie ściśle skrywanych faktów. Uznał, że jedynym sposobem zachowania tajemnicy i utrzymania parasola ochronnego nad inspiratorami morderstwa jest pełna „reżyseria” wydarzeń.

Z zarejestrowanych podczas podsłuchów wypowiedzi widać, jak dokładnej „opiece” ze strony MSW podlegała rodzina byłego wicedyrektora Departamentu IV. Jednym z jej elementów były tajne przeszukania w mieszkaniu należącym do Pietruszków, dokonywane na wniosek kierownictwa resortu. Z rozmowy z funkcjonariuszem MO, który przybył do mieszkania w związku ze zgłoszonym przestępstwem, wynika, że fakt dokonania szczegółowego przeszukania lokalu był bezsporny. Mimo to wezwany na miejsce zdarzenia milicjant nie chciał sporządzić protokołu. Róża Pietruszka skojarzyła wówczas włamanie do mieszkania ze swoim wcześniejszym spotkaniem z generałem Kiszczakiem, w trakcie którego wspomniała, iż posiada szereg niezwykle istotnych dla sprawy dokumentów.

Wypowiedź ta korespondowała z treścią innej rozmowy, poświęconej dokonanemu w jej mieszkaniu „tajnemu przeszukaniu”, w której mówiła o posiadanych dokumentach dotyczących całej sprawy. Chodziło przede wszystkim o list Grzegorza Piotrowskiego, skierowany do jej męża, w którym oprawca księdza szeroko opisał całą sprawę: „To jest dowód, to jest autentyczny dowód, Jarek”. Jej rozmowy z bliskimi wskazują, że wiceminister spraw wewnętrznych Zbigniew Pudysz kilkakrotnie pytał ją o ten list i nalegał, by mu go przekazała. Róża Pietruszka mówiła też: „Pudysz przestrzegał mnie przed ujawnieniem informacji, które posiadam”.

O jakie informacje chodziło? Bardzo interesująca jest w tym kontekście następująca wypowiedź żony uwięzionego pułkownika: „Niech wiedzą, że orientuję się we wszystkim”. (...) Adam mi wszystko napisał w grypsie, napisał, gdzie schował ten list, no wiesz, w którym opisał, jak to było, gdzie są dokumenty. I ja to wszystko znalazłam... Oni się mnie boją mamo. Wiedzą, że się zabezpieczyłam. Gdyby nie to, nie wiem, co by się stało...