Była punktualnie 6.00. Stanąłem pod drzwiami i usłyszałem: – Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego, proszę otwierać. Początkowo było ich ośmiu. Poinformowali mnie, że jestem zatrzymany pod zarzutem ujawnienia Aneksu do Raportu Komisji Weryfikacyjnej WSI. Poprosili, bym nie utrudniał czynności. Nie utrudniałem. Poprosili, bym nie oddalał się od wskazanego funkcjonariusza. Nie oddalałem się. Absurdalność sytuacji mogłaby nawet być śmieszną, gdyby nie była groźną i tragiczną zarazem. Są sytuacje, w których człowiek zatraca poczucie rzeczywistości. To była jedna z takich sytuacji

 

Czego nie powie Masa o polskiej mafii

Wojciech Sumliński bezkompromisowo powraca z kolejną solidną dawką dyskomfortu, ujawniając skrzętnie ukrywane fakty o prawdziwej polskiej mafii – fakty, o których nie chciał mówić „Masa” wyjaśniający swoje milczenie w wywiadzie dla Onet.pl:

 „ – W czasie rządów Lecha Kaczyńskiego doszło do likwidacji WSI. Służb, do których „Pruszkowa” nawet nie chciał Pan porównywać. Mówił Pan: „przy nich to my byliśmy mafia trzepakowa”.

– Cała ta esbecja, ludzie z WSI…

– Jakie mają dziś wpływy?

– Nieograniczone. Tylko dziś nie latają jako wywiad, tylko jako biznesmeni. Kliki układowe, kolesiostwa, przyjaźnie zawarte w wojsku, na szkoleniach, wyjazdach. Z pełnym dostępem do służb, CBŚ, CBA. Dziś mówimy o nich „szara strefa”, a w następnym dziesięcioleciu powiemy wprost: mafia.

– Na czym polega ich siła?

– Mają haki na wszystkich. Ta cała stara esbecja, WSI, może roztoczyć przed każdym czerwony dywan do gigantycznej kariery. Haki na polityków, którzy przecież są upier… w tym gównie od karku po pięty. Czemu oni nie chcieli weryfikacji? Rozliczeń komuny? Wchodzimy już w politykę, ale przynajmniej wiem, dlaczego krzyczano o Okrągłym Stole, że to zdrajcy.

– Grupa pruszkowska robiła niezłe interesy z WSI. Dlaczego nie zgodził się Pan zeznawać na ten temat?

– Powiedziałem Mierzewskiemu wprost, że nie powiem ani słowa. Nie chcę z nimi zadzierać. Uwierzcie mi, żaden program świadka koronnego by mi nie pomógł. Pewnie komuś się kiedyś wszystko znudzi i powie, jak to wyglądało. Zanim go upier…, to będzie sensacja na całą Polskę. Wspomnicie moje słowa.”

Tytuł:
Czego nie powie Masa o polskiej mafii
Autor:
Wojciech Sumliński
Wydawca:
Wojciech Sumliński Reporter
Okładka:
miękka
Ilość stron:
366
ISBN:
97883938942-5-3
Data premiery:
7 październik 2015

– Dlaczego Wywiad UOP postanowił zaangażować się w operację zakupu

uprzywilejowanych akcji „Warty”? Powodem była strata pieniędzy z funduszu

operacyjnego, spowodowana zaangażowaniem się w interesy z Siergiejem

Gawriłowem, urodzonym w Kanadzie Rosjaninem, formalnie obywatelem

państwa Belize. Interesy z Gawriłowem oficerowie Zarządu Wywiadu UOP

prowadzili w okresie, gdy Gromosław Czempiński był zastępcą szefa UOP,

nadzorującym wywiad. Służba ta założyła spółkę, której Gawriłow był

udziałowcem, a która to spółka miała być przykrywką dla działalności wywiadu

gospodarczego i legalizować pieniądze z nieoficjalnego funduszu operacyjnego.

Osłoną całej operacji zajmował się kontrwywiad UOP, ale ten sam UOP

pozorował też… zajmowanie się Siergiejem Gawriłowem.

Do działań w tym ostatnim zakresie został oddelegowany podporucznik Piotr

Pekins, młody funkcjonariusz Departamentu Kontrwywiadu, który nie miał

pojęcia, że sam jest elementem rozgrywki. Do powierzonego zadania porucznik

Pekins podszedł szczerze, choć sam był bardzo zdziwiony, że funkcjonariuszowi

o tak niewielkim doświadczeniu przydzielono tak poważne działania

operacyjne, odnoszące się do osoby podejrzewanej o pracę na rzecz rosyjskiego

wywiadu. Dopiero później zrozumiał, że liczono zapewne, iż jego brak

doświadczenia sprowadzi śledztwo na manowce. Tymczasem tak się nie stało.

To właśnie Pekins odkrył, że działalność Gawriłowa możliwa była tylko dzięki

temu, że patronował temu polski wywiad na czele z ówczesnym szefem UOP

Gromosławem Czempińskim i politykami skupionymi wokół SLD, a sam

figurant – Siergiej Gawriłow – w wyniku wynoszenia dokumentów przez

funkcjonariuszy kontrwywiadu był na bieżąco informowany o podejmowanych

wobec niego działaniach operacyjnych. Potwierdzeniem „parasola ochronnego”,

roztoczonego nad obywatelem państwa Belize była akcja UOP w miejscowości

Polaki pod Siedlcami, gdzie według wiarygodnych, wieloźródłowych informacji

Gawriłow miał mieć arsenał broni. Okazało się, że zawartość magazynu została

wywieziona 48 godzin przed planowaną akcją UOP, w efekcie czego znaleziono

jedynie skrzynie na amunicję i pokrowce do wyrzutni przeciwpancernych,

których nie zdążono wywieźć – samej jednak broni nie znaleziono. Bez

poważnego patronatu politycznego taka ochrona i takie sytuacje, niweczące

ściśle tajne operacje UOP, nie mogłyby mieć miejsca. Ostatecznie zarzut

współpracy z obcym wywiadem przez Siergieja Gawriłowa nie obronił się, gdyż

był on obywatelem Belize – nie Polski – i w efekcie skończyło się jedynie na

zarzutach nielegalnego posiadania broni, którą znaleziono podczas

przeszukania. Protektorzy ze służb tajnych pilnowali jednak, by Gawriłowowi

nie spadł włos z głowy i ostatecznie Rosjanin z paszportem Belize został jedynie

wydalony z Polski, jako persona non grata. Historia z Gawriłowem była

potwierdzeniem faktu, że w każdy poważny interes, przetarg czy kontrakt w

Polsce zaangażowani są ludzie służb specjalnych, a gdyby ktoś miał w tym

względzie wątpliwości, to musiałby je stracić po dokładnym przyjrzeniu się

niektórym interesom Jana Kulczyka. Największy zysk Kulczyk odniósł na

transakcji związanej z Polską Telefonią Cyfrową, na której zarobił ponad 800

milionów złotych: w 1996 roku zapłacił za udziały kilkanaście milionów

złotych, by w 1999 roku sprzedać je za 825 milionów złotych. Ale prawdziwym

majstersztykiem była prywatyzacja Telekomunikacji Polskiej, w której

biznesmen w ogóle nie angażując własnych środków, a jedynie kredyt, w ciągu

kilku lat zarobił na czysto ponad 180 milionów złotych. Także taka „akcja” nie

mogła obyć się bez swoistego patronatu ważnych figur ze służb specjalnych, w

tym ostatnim przypadku bez osobistego „patronatu” byłego szefa UOP, generała

Gromosława Czempińskiego. Generał w całej tej sprawie doradzał Kulczykowi i

działał na rzecz jego interesów – oczywiście także swoich własnych interesów –

szkopuł w tym, że wiązało się to ze szkodą dla interesu publicznego. Skutek był

taki, że – jak zawsze w takich sytuacjach – biznesmeni i specsłużby zyskiwały,

państwo traciło. Dokładnie tak samo, jak w przypadku „Zielonego Bingo”,

operacji UOP, która odbywała się za kadencji Gromosława Czempińskiego w tej

służbie, ale tę historię – jak słyszałem – już pan zna. Gnębi mnie niejasne,

niesprecyzowane przeczucie, że ta historia, i wszystko to, co tu dziś panu

powiedziałem, nie jest całkiem pozbawione związku z dokumentami

dotyczącymi „Pruszkowa”, które pan opublikował, a które stały się przyczyną

pańskich problemów – spointował mój rozmówca.

– Jaki jest to związek? – spytałem, bo z kolei ja miałem niejasne i

niesprecyzowane przeczucie, że zbliżamy się do sedna.

– Taki, że kluczową rolę w operacji „Zielone Bingo” odegrał Grzegorz Żemek.

Ten sam, który współpracował z Leszkiem Cichockim w operacjach

dotyczących obrotu specjalnego firmy NAT. Ten sam, który odegrał kluczową

rolę w aferze FOZZ, matce wszystkich afer III RP, a z której pieniądze stały się

fundamentem dla powstania mafii paliwowej i wielu innych przedsięwzięć

polityków, Wojskowych Służb Informacyjnych, Urzędu Ochrony Państwa i

Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Ten sam, który prowadził interesy z

najbliższymi współpracownikami „starych” pruszkowskich, Wojciechem

Paradowskim i Stefanem Pokorskim, a którzy finansowali większość partii

politycznych, oraz z Wiktorem Kubiakiem, wspierającym finansowo Kongres

Liberalno-Demokratyczny, na bazie którego powstała Unia Wolności. A to

przecież tylko wierzchołek góry lodowej!