Była punktualnie 6.00. Stanąłem pod drzwiami i usłyszałem: – Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego, proszę otwierać. Początkowo było ich ośmiu. Poinformowali mnie, że jestem zatrzymany pod zarzutem ujawnienia Aneksu do Raportu Komisji Weryfikacyjnej WSI. Poprosili, bym nie utrudniał czynności. Nie utrudniałem. Poprosili, bym nie oddalał się od wskazanego funkcjonariusza. Nie oddalałem się. Absurdalność sytuacji mogłaby nawet być śmieszną, gdyby nie była groźną i tragiczną zarazem. Są sytuacje, w których człowiek zatraca poczucie rzeczywistości. To była jedna z takich sytuacji

 

Nie musisz latać (na akcje bombardowania), jeśli jesteś szalony, ale nie chcąc latać dowodzisz, że nie jesteś szalony, bo tylko wariat może chcieć brać udział w niebezpiecznych akcjach” – wykładnia „Paragrafu 22” z powieści Josepha Hellera jak ulał pasuje do rzeczywistości III RP. Kiedy ktoś próbuje się w niej zachować racjonalnie, wkracza tajna broń – właśnie w postaci paragrafu 22, w którym rządziła żelazna antylogia: kiedy niemal wszystkie zachowania są patologiczne, kluczem do zrozumienia rzeczywistości jest absurd.

13.11.2017

Spotkanie Warszawa

06.11.2017

Spotkanie Bydgoszcz

06.11.2017

Spotkanie Kraków

27.03.2017

Spotkanie Genewa

01.03.2017

Konkurs

08.01.2017

Spotkanie Siedlce

07.01.2017

Spotkanie Radzyń Podlaski

06.01.2017

Spotkanie Ostrowiec Świętokrzyski

05.01.2017

Spotkanie Bielsko-Biała

   

05.01.2017

Spotkanie Lanckorona

04.01.2017

Spotkanie Pionki

23.11.2016

Premiera książki Niebezpieczne związki Andrzeja Leppera

warszawa-premiera-facebook

14.11.2016

Spotkanie w Cambridge - 28 listopada 2016

anglia-cambridge

14.11.2016

Spotkanie w Birmingham - 27 listopada 2016

anglia-birmingham

14.11.2016

Spotkanie w Chriswick - 26 listopada 2016

anglia-chiswick

14.11.2016

Spotkanie w Bristolu - 25 listopada 2016

anglia-bristol

25.10.2016

„Andrzej Lepper nie popełnił samobójstwa” – o swojej nowej książce mówi W. Sumliński

Już niedługo na rynku dwie nowe książki autorstwa Wojciecha Sumlińskiego. Na dniach pojawi się „Oficer”, a za dokładnie miesiąc światło dzienne ujrzy dzieło traktujące i wyjaśniające okoliczności śmierci Andrzeja Leppera. Według oficjalnych raportów ten popularny swego czasu polityk, popełnił samobójstwo. Jednak wszyscy ci, którzy choć odrobinę znali byłego lidera Samoobrony, nie chcą w to uwierzyć. Pan Wojciech zapowiada, że w książce, która ukaże się za niespełna miesiąc, rozwieje wszelkie wątpliwości na ten temat.

 

Ps. Już niedługo, bo od 25 do 28 listopada, portal thenowypolskishow.co.uk, Polska Niepodległa i Polish Association Birmingham organizują wspólnie spotkania Pana Wojciecha z czytelnikami jego książek. Kolejno: Bristol, Londyn, Birmingham i Cambridge. Zapraszamy serdecznie.

Źródło: http://thenowypolskishow.co.uk/a-lepper-popelnil-samobojstwa-o-swojej-nowej-ksiazce-mowi-sumlinski

14.06.2016

Wojciech Sumliński: politycy byli na pasku popereelowskich służb specjalnych

Od lat 90. XX wieku w Polsce działała mafia – mówił w Porannych Pytaniach Wojciech Sumliński, dziennikarz śledczy i publicysta, autor kilku głośnych książek wśród, których są „Niebezpieczne Związki Bronisława Komorowskiego”.

Gość Radia Olsztyn przekonywał, że państwowa mafia była czymś więcej niż układ przestępczy. Ważną rolę odgrywali tu politycy i służby specjalne. Dowodem na to mają być, dostępne dziennikarzom, akta sprawy Wojciecha Sumlińskiego. Gość Radia Olsztyn do tej pory miał 5 postępowań karnych w 5 równych sprawach i – jak mówi – wszystkie wygrał.

Zdaniem publicysty, każdy czytelnik może sięgnąć do Internetu i zobaczyć kulisy spotkania z udziałem Bronisława Komorowskiego, Krzysztofa Bondaryka, Pawła Grasia i płk. Leszka Tobiasza w WSI. Podczas rozmów mięli oni ustalać, że dziennikarza trzeba zniszczyć tylko dlatego, że wykonywał swoje obowiązki. Wojciech Sumliński stawia retoryczne pytanie, czym było spotkanie, z którego nie powstała ani jedna notatka służbowa? Takich przykładów zdaniem gościa Porannych Pytań jest dużo więcej.

Dziennikarz śledczy zwraca uwagę na to, że polskie służby specjalne na początku lat 90. współpracowały z rosyjskimi wojskowymi służbami specjalnymi GRU, a pośredniczył temu Siergiej Gawriłow. – Na tych interesach Urząd Ochrony Państwa stracił miliony dolarów. Pieniądze te postanowiono odzyskać kosztem polskich obywateli, dlatego sprywatyzowano Wartę i Bank Śląski. Do dziś operacja pod kryptonimem Bingo opatrzona jest klauzulą najwyższej tajności – podsumował Wojciech Sumliński

W jego opinii polskie służby specjalne nie prowadziły działalności charytatywnej. Za prywatyzację Telekomunikacji Polskiej człowiek służb specjalnych generał Gromosław Czempiński miał dostać milion dolarów łapówki. Zdaniem gościa Porannych Pytań, w Polsce popereelowskie służby specjalne stworzyły sobie państwo w państwie, a kluczową rolę odgrywało WSI. Wojciech Sumliński jest przekonany, że niektórzy politycy jak np. Bronisław Komorowski byli na pasku służb specjalnych.

Źródło: http://ro.com.pl/wojciech-sumlinski-politycy-byli-na-pasku-popereelowskich-sluzb-specjalnych/01281463

11.06.2016

Wojciech Sumliński o rozmowie, której "nie było". Czy to początek końca Komorowskiego?

ROZMOWA, KTÓREJ „NIE BYŁO”

  Sekwencja wydarzeń, oparta o akta bezprecedensowej sprawy sądowej, nazywanej przez media „aferą marszałkową” przez długi czas została zakryta przed opinią publiczną, obwarowana klauzulą najwyższej tajemnicy, a nawet tajności. Nie dopuszczono do ujawnienia i poznania podstawowych faktów, ani nawet do transmisji tak bezprecedensowego wydarzenia, jakim było przesłuchanie przed sądem pod odpowiedzialnością karną urzędującego prezydenta. Polacy mieli nigdy nie dowiedzieć się o jego roli w spisku zawiązanym na szczytach władzy, ani w ogóle o istnieniu samego spisku, a jedynie o kłamstwach, które najważniejsi ludzie w państwie, z Bronisławem Komorowskim na czele, zbudowali na kanwie tej sprawy. Tymczasem kulisy tej historii – jak żadnej innej – pokazują, czym naprawdę była III RP i ujawniają fakt, w który tak wielu przez tak wiele lat powątpiewało – fakt istnienia w Polsce mafii państwowej.

Co zatem wynika z procesowego zapisu wydarzeń? Oto fakty:

  W grudniu 2006 roku od oficerów Centralnego Biura Śledczego dowiaduję się o istnieniu Fundacji Pro Civili oraz o tym, co oficerowie CBŚ określili jako „działania osłonowe Bronisława Komorowskiego w odniesieniu do tej fundacji”. W tamtym czasie mam już świadomość, jak niebezpieczni to ludzie, proszę więc o pomoc informatora z ABW. Niechętnie, nie kryjąc obaw, obiecuje pomoc, ale pomaga niewiele, bo niedługo po naszym spotkaniu ginie w wypadku samochodowym, w niejasnych okolicznościach. Przypadek? Oficerowie CBŚ z którymi rozmawiam przekonują, by nie wierzyć w takie „przypadki”, zwłaszcza, że okoliczności wypadku budzą wątpliwości. Zaczynam obawiać się o siebie i bliskich – to ludzkie, zwłaszcza dla kogoś kto wie, z czym ma do czynienia. W tamtym czasie wydaje się, że jedyną siłą, która może mnie osłonić przed potencjalnym niebezpieczeństwem – takim czy innym – jest opinia publiczna. Konkluduję, że wiedza Polaków o Pro Civili oraz o Komorowskim być może uchroni mnie przed ewentualną cegłą spadająca na głowę w drewnianym kościele. Na przełomie 2006/2007 roku odbywam więc z marszałkiem trwającą kilkanaście minut rozmowę, na potrzeby programu śledczego „30 minut”. Komorowski opowiada obszernie i szczegółowo, jak wielką zbrodnią, w jego ocenie, była likwidacja WSI, ale już chwilę później, dopytywany o fundację żołnierzy WSI o nazwie Pro Civili, zasłania się niewiedzą i niepamięcią, by na koniec w sposób zawoalowany grozić i przerwać spotkanie.

To niezwykła rozmowa – bo według Bronisława Komorowskiego, marszałka Sejmu, a potem prezydenta Polski, tej rozmowy… nigdy nie było. Czym zatem jest jej fragment, który ocalał i kilka dni temu został wyemitowany w TVP? Czymże innym, jeśli nie dowodem na kłamliwe zeznania składane pod odpowiedzialnością karną przed prokuratorem, a potem przed sądem, przez prezydenta Polski?

To niezwykła rozmowa, bo na wiele następnych lat jej zapis znika bez śladu, zupełnie tak, jakby rzeczywiście nigdy jej nie było i nawet sąd nie może uzyskać dostępu do nagrania, bo nikt z władz TVP nie potrafi powiedzieć, co się z nim stało…

To jednak okazuje się dopiero później, w toku procesu. Tymczasem wydarzenia ze stycznia 2007 roku nabierają tempa. Bo oto zaledwie kilka dni po „rozmowie, której nie było”, w pierwszej połowie stycznia 2007 roku oficer WSI i znajomy Bronisława Komorowskiego, pułkownik Leszek Tobiasz, rozpoczyna swoją operację – wielką prowokację. Człowiek ów do stracenia ma niewiele, sporo zaś do wygrania. W tamtym bowiem czasie prokuratura garnizonowa prowadzi przeciwko niemu szereg postępowań karnych, w wyniku których grozi mu wieloletnie więzienie. Czy zbieżność dwu tych wydarzeń i dat – mojej rozmowy z Bronisławem Komorowskim i rozpoczęcia przez jego znajomego z WSI prowokacji, która ma doprowadzić do mojego aresztowania i zniszczenia Komisji weryfikującej żołnierzy WSI, to kolejny przypadek? Sporo tych przypadków, bo oto okazuje się, że w tamtym czasie – w styczniu 2007 roku, jak wykaże proces – pułkownicy wojskowych służb specjalnych, Leszek Tobiasz i Aleksander Lichocki, budują wielką pajęczynę. Ma w nią wpaść nie tylko wścibski dziennikarz, ale też członkowie Komisji Weryfikującej żołnierzy WSI i przede wszystkim jej szef, Antoni Macierewicza. Szantażując ustosunkowanego oficera wywiadu PRL, Mariana Cypla oraz poprzez usiłowanie wmieszania w brudną grę dwóch biskupów, Antoniego Pacyfika Dydycza i Sławoja Leszka Głodzia, pułkownicy szukają drogi dojścia do Komisji Weryfikacyjnej WSI i po raz pierwszy rozmawiają o mnie. Jak wykaże proces, w tym samym czasie zainteresowanie moją osobą wykazuje także Bronisław Komorowski, który rozpytuje o mnie na prawo i lewo, m.in. Krzysztofa Winiarskiego, agenta Centralnego Biura Śledczego, który kilka lat później opowie o tym szczegółowo w sądzie. Kontekst rozmów jest zawsze taki sam i sprowadza się w zasadzie do jednej tylko kwestii – czy jest coś, czym można skompromitować Sumlińskiego. Jak na gruncie logiki i zdrowego rozsądku, a przede wszystkim na gruncie prawdy, pogodzić to szczególne zainteresowanie Komorowskiego dziennikarzem, którego – jak zeznał pod odpowiedzialnością karną w prokuraturze i w sądzie –  nie znał i nigdy nie spotkał? Czy jest ktoś, kto potrafi wyjaśnić ten paradoks bez nazywania Bronisława Komorowskiego kłamcą?

   Dalsze wydarzenia w roku 2007 biegną już szybko. Komorowski i Tobiasz mają „swojego” człowieka, prowokacja jest już przygotowana w detalach – pozostaje tylko oczekiwanie na właściwy moment. Ten nadchodzi jesienią 2007 roku, gdy władzę przejmuje Platforma Obywatelska i gdy można już spointować to, co rozpoczęto wiele miesięcy wcześniej. Dochodzi do tajnej narady z udziałem marszałka Sejmu Bronisława Komorowskiego, szefa Sejmowej Komisji ds. służb specjalnych Pawła Grasia, szefa ABW Krzysztofa Bondaryka i pułkownika WSI Leszka Tobiasza

(w stosunku do tego ostatniego prokuratura wojskowa bezterminowo zawiesza wszystkie postępowania karne, on zaś sam, w nagrodę za udział w podłej prowokacji, delegowany zostaje na wyjazd na placówkę dyplomatyczną). Opinia publiczna miała się nigdy nie dowiedzieć o tym „quasi mafijnym”, nieformalnym spotkaniu najważniejszych ludzi w państwie, po którym nie pozostał żaden ślad, żadna notatka, a dowiedzieliśmy się o nim tylko wskutek przestrachu Pawła Grasia, który zorientowawszy się, w czym bierze udział, przerażony zaczyna tu i ówdzie opowiadać o wszystkim, szykując sobie alibi na przyszłość. Graś, to najsłabsze ogniwo w grupie przestępczych spiskowców, dzięki któremu poznaliśmy pierwsze fakty, a po nich kolejne fakty, m.in. o tym, że w takim właśnie personalnym gronie zapadły ustalenia, które miały przypieczętować mój los, a w dalszej kolejności los członków i szefa Komisji Weryfikacyjnej żołnierzy WSI…

  W tamtym czasie nie dostrzegam jeszcze niewidzialnych, osaczających mnie mocy. I dopiero w marcu 2008 roku dostaję pierwszy i niejasny i sygnał, że coś się dzieje. „Jak masz niezałatwione sprawy, to je załatw”- ostrzeżenie majora Tomasza Budzyńskiego, szefa delegatury ABW w Lublinie, jednego z bohaterów mojej książki pt. „Pogorzelisko”, jest zbyt lakoniczne, bym zrozumiał, o co chodzi. To ostrzeżenie, za które major zapłaci później cenę nieomal śmierci, gdy psychopaci ze służb specjalnych najpierw zniszczą mu życie, a potem zakopią żywcem półtora metra pod ziemią…

  Co oznaczają sowa majora, zaczynam rozumieć dwa miesiące później, gdy rankiem 13 maja 2008 roku, zostaję zakuty w kajdanki przez funkcjonariuszy ABW i gdy słyszę w prokuraturze pierwsze zarzuty zagrożone karą do 8 lat pozbawienia wolności. Do pierwszych zarzutów z czasem dokooptowywane są kolejne, a powielane po tysiąckroć kłamstwa mamią opinie publiczną. W efekcie w oczach wielu zostaję uznany winnym zaocznie – i o to właśnie chodziło autorem podłej intrygi. Wraz z bliskimi mam zostać złożony na ołtarzu sprawy – bezwolny, zniszczony przyznać się do niepopełnionych win i obciążyć innych niewinnych ludzi, ważniejszych ode mnie. „Nie o pana nam chodzi, a tylko o prawdę, rozumie pan o czym mówię” – pyta konfidencjonalnie prokurator Andrzej Michalski, a w podobne nuty uderza jego koleżanka, prokurator Jolanta Mamej. I rzeczywiście – rozumiem doskonale, bo głupi by zrozumiał: mam mówić o rzeczach, których nie było, a wyrok będzie łagodny – może w zawieszeniu, a kto wie, może nawet nie będzie go wcale – byleby tylko powiedzieć, co trzeba i obciążyć, kogo trzeba. Jednym słowem mam ratować wolność i życie za cenę duszy. By mnie do tego przekonać, podli ludzie „podkręcają śrubę” doprowadzając mnie i najbliższych do granicy rozpaczy, za którą jest już tylko śmierć…

  Podkręcona do granic wytrzymałości śruba powoduje, że „gwint” pęka – moja próba samobójcza niweczy plany oprawców, bo już wiedzą, że za moim pośrednictwem nie dobiorą się do Komisji weryfikującej żołnierzy WSI. To kluczowy moment, w którym bandyci z mafii państwowej rozumieją już, że operacja może zakończyć się fiaskiem. Pozostaje już tylko ratować twarz, bo przecież trzeba jakoś uzasadnić uruchomione potężne środki, a zatem trzeba wykazać, że przestępstwo Sumlińskiego jednak miało miejsce. I to nie jedno, a wiele przestępstw.

To nie scenariusz amerykańskiego film sensacyjnego klasy B – to rzeczywistość III RP, „demokratycznego” państwa w strukturach Unii Europejskiej.

  Przez osiem następnych lat desperacko, z pomocą tylko najbliższych i grona przyjaciół, opluwany i co rusz pomawiany o kolejne przestępstwa i nadużycia, prowadzę walkę, w której wielu skazało mnie zaocznie i w której na zdrowy rozum nie mam najmniejszych szans – bo nikt nie miałby szans mając za wrogów służby specjalne i prezydenta kraju. Dlatego wymodlonym cudem określam to, że wygrywam wszystkie procesy, jeden po drugim, w tym ten najważniejszy, w sprawie nazwanej przez media „aferą marszałkową”.

  16 grudnia 2015 sąd ogłasza, że jestem niewinny i że nigdy nie było żadnych dowodów mojej winy, zaś w oddzielnym postępowaniu bezwzględnie trzeba wyjaśnić rolę w tej sprawie Bronisława Komorowskiego, Pawła Grasia, Krzysztofa Bondaryka i Leszka Tobiasza…

  W czerwcu 2016 roku Telewizja Publiczna prezentuje fragment mojej rozmowy z Bronisławem Komorowskim – rozmowy, której według byłego prezydenta Polski nigdy nie było… Wyraźnie przestraszony Komorowski udziela wypowiedzi w mediach, m.in. dziennikarzowi „Rz”, w której informuje, że teraz liczy się z postawieniem przed Trybunałem Stanu i oskarżeniami, bo – jak twierdzi – ludzie którzy dziś rządzą Polską, „mają w sercach nienawiść”.

Czy to początek końca Bronisława Komorowskiego, byłego prezydenta Polski?

Wojciech Sumliński

Źródło: http://www.fronda.pl/a/wojciech-sumlinski-o-rozmowie-ktorej-nie-bylo-czy-to-poczatek-konca-komorowskiego,73217.html

10.06.2016

Komorowski nie wytrzymuje i strofuje dziennikarza. "Czy pan nie jest przesadnie wrażliwy?"

Do ciekawej sytuacji doszło w programie #Rzeczopolityce dla portalu rp.pl podczas rozmowy, jakiej udzielił były prezydent Bronisław Komorowski. Kiedy redaktor Andrzej Stankiewicz konsekwentnie prostował przeinaczenia Komorowskiego ws. słów prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego, ten ostatecznie nie wytrzymał. – Czy pan nie jest przesadnie wrażliwy w traktowaniu Jarosława Kaczyńskiego, który innych wali młotem? – zwrócił się poirytowany do dziennikarza.

Były prezydent zirytował się również pytaniem Stankiewicza, kiedy ten dopytywał go o jedną z wypowiedzi, w której Komorowski porównał rządy PiS do III Rzeszy. – Uderz w stół, a nożyce broniące Jarosława Kaczyńskiego się odezwą – odpowiedział były marszałek Sejmu.

Dziennikarz zadał także pytanie, które dotyczyło związków byłego prezydenta z WSI oraz ewentualnych komisji śledczych, czy śledztw prokuratury, które miałyby wyjaśnić nieprawidłowości za rządów PO-PSL. – Oni zlikwidowali WSI, więc nie rozumiem logiki Pana pytania. W ich sercach jest nienawiść i chęć sięgania po niegodziwe środki! Liczę się ze wszystkim, z każdym kłamstwem – odpowiedział Komorowski.

Źródło: http://telewizjarepublika.pl/komorowski-nie-wytrzymuje-i-strofuje-dziennikarza-quotczy-pan-nie-jest-przesadnie-wrazliwyquot,34399.html

Strona 1 z 712345...Ostatnia »