Była punktualnie 6.00. Stanąłem pod drzwiami i usłyszałem: – Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego, proszę otwierać. Początkowo było ich ośmiu. Poinformowali mnie, że jestem zatrzymany pod zarzutem ujawnienia Aneksu do Raportu Komisji Weryfikacyjnej WSI. Poprosili, bym nie utrudniał czynności. Nie utrudniałem. Poprosili, bym nie oddalał się od wskazanego funkcjonariusza. Nie oddalałem się. Absurdalność sytuacji mogłaby nawet być śmieszną, gdyby nie była groźną i tragiczną zarazem. Są sytuacje, w których człowiek zatraca poczucie rzeczywistości. To była jedna z takich sytuacji  

Nieznane fakty dotyczące masakry w kopalni Wujek – i nie tylko

W rocznicę tragedii górników z kopalni „Wujek” warto przytoczyć prawie nieznany opinii publicznej fakt, który omal nie doprowadził do tego, że za sprawą późniejszego protegowanego i bliskiego współpracownika Bronisława Komorowskiego, w „Wujku” miało dojść do masakry na niewyobrażalną skalę. Fakt ów ma związek z Tadeuszem Rusakiem, którego Bronisław Komorowski w 1990 roku rekomendował do kierowania delegaturą UOP w Krakowie, w efekcie czego został on przez Andrzeja Milczanowskiego mianowany na to stanowisko, a następnie, gdy Komorowski kierował Sejmową Komisją Obrony Narodowej i MON, Rusak został szefem Wojskowych Służb Informacyjnych. W całej sprawie nie byłoby nic dziwnego, gdyby nie fakt, że Komorowski, to - podobno - zasłużony działacz antykomunistycznej opozycji, zaś „wywodzący się” z kompanii czołgów Tadeusz Rusak w grudniu 1981 roku zaproponował, by to czołgi spacyfikowały kopalnię „Wujek”. Czołgi miały zostać użyte, gdyby ze spacyfikowaniem kopalni nie poradził sobie pluton specjalny ZOMO. Można sobie wyobrazić, do jak gigantycznej doszłoby masakry, gdyby zrealizowano inicjatywę późniejszego protegowanego Bronisława Komorowskiego.Współpraca obu panów była kontynuowana, gdy Komorowski został przewodniczącym Sejmowej Komisji Obrony Narodowej, następnie szefem MON, a w tym samym czasie Rusak został szefem WSI. W tym też czasie aktywną działalność prowadziła założona przez byłych żołnierzy Fundacja „Pro Civili”, która w założeniach miała pomagać byłym żołnierzom, w rzeczywistości zaś drenowała setki milionów złotych m.in. z Wojskowej Akademii Technicznej. Skład Fundacji i prowadzone osłonowe działania operacyjne wskazują, że było to przedsięwzięcie prowadzone przez WSI. MON przez długi czas nie robił nic, by przerwać proceder na linii „Pro Civili” – WAT. Bronisław Komorowski, jako szef MON, odbierał sygnały o tym, co się dzieje na WAT, ale zamykał oczy na patologiczną sytuację. Interesy „Pro Civili” nie zostały wyjaśnione, wiele dokumentów zniszczono bądź ukryto. Gdy wszczęto w Fundacji kontrolę skarbową, kontrolerów zwodzono, wyznaczając fikcyjne terminy przekazania dokumentów. Trwało to do czasu, aż w końcu zmieniono prezesa Fundacji. Nowy prezes obarczył odpowiedzialnością za brak dokumentów poprzedni zarząd, w efekcie kontrolę zablokowano. WSI przejęły kontrolę nad śledztwem, które w efekcie na lata stanęło w miejscu. Mimo wszystko funkcjonariusze CBŚ próbowali wyjaśnić sprawę, ale Rusak w piśmie do Komendy Głównej Policji, w ostrym tonie, domagał się, by czynności w tej sprawie realizował UOP we współpracy z WSI. Ostatecznie funkcjonowanie „Pro Civili” zawieszono. Zagadkowych śmierci osób próbujących wyjaśnić działalność Pro Civili i losu setek milionów zł, które w związku z działalnością Fundacji przepadły, nigdy nie wyjaśniono.